poniedziałek, 26 listopada 2018

Archanioł Michael - i koniec "anielskiej serii".

Mój Archanioł Michael

Modlitwa do Archanioła Michaela

Zaopiekuj się mną...
Ochroń przed burzami
Zwalcz wszystkie smoki
Które czyhają u mego progu
Wypełnij pustkę wokół narosłą
Nie wskazuj mi drogi
Lecz usuń te kanciaste kamienie
Spraw, by radość życia we mnie nie zgasła.


No i żeby te deszczowe i ponure dni, puszysty śnieg przyprószył. Temperaturę życzę sobie maksymalnie -5. Tak wystarczająco, żebym mogła bałwana na tarasie zrobić. I jeszcze gwiazdka z nieba i kafelek z pieca, baaardzo by mi się przydały. I żeby nikt, nigdy mi ich nie zabrał. Ewentualnie mogę się z kimś podzielić posiadaniem 💗.

No i melduję, że odmłodziłam Archanioła Haniela, zamieszczonego w poprzednim poście. Chciałam najpierw, żeby był dojrzały, ale generalnie doszłam do wniosku, że staruchami nie będę sobie głowy i duszy zawracać ;-).

poniedziałek, 19 listopada 2018

Tęsknota za Hanielem (Archaniołem zresztą...)



Hura, hura, po przeszło półrocznej przerwie wyciągnęłam farby!
A temat nowego obrazka wziął się z prowadzenia (ostatnio), wspólnych "interesów życiowych" z różnymi aniołami ;-). Nigdy wcześniej nie brałam ich na poważnie. Teraz też nie.... Ale jako inspiracja do marzeń, są znakomite. 
Również piosenki Kory & Maanam, były wcześniej inspiracją do moich obrazków. Połączyłam więc Anioła Kory Jackowskiej z łagodnym Archaniołem Hanielem, aniołem miłości. 

"Poprawiony" i odmłodzony Archanioł Haniel...ze swoją "poprawioną" ukochaną ;-)


No dobra, śmieszny jest trochę... No i tak ma być. Pogodnie. 

sobota, 10 listopada 2018

Wolność

 Pewne jest jedno: zamyka  mi się powoli pewna szaro-bura epoka.
Mama Żuka wychodzi z cienia. Zaszły zdarzenia, które pozwalają zamknąć epokę "ciążących zaskórniaków", wprowadzić porządek bytowania, skoncentrować się na najważniejszym. Na MNIE. Na Żukach i Żukowinach. "Na mnie", brzmi egoistycznie. Wiem. Tu chodzi mi głównie o malowanie. To było 100 lat temu... Zaczynam tęsknić. Ik heb zien.... 
100 lat? 100 lat temu Polska odzyskała niepodległość. Dla różnych, różnie to brzmi, jak różne są wymiary niepodległości. Mój wymiar jest nieadekwatny pewno. Niedługo będzie lat -dzieścia gdy jestem w mojej Holendrowni. Tę niepodległość widzę jakby z innej perspektywy. Urodzona i wychowana w głębinach komunizmu, zawsze podległa... Ciekawam, jak rozumieją niepodległość dzisiejsi młodzi "patrioci". Odnoszę wrażenie, że niewiele wiedzą o tej prawdziwej...
Poniosło mnie trochę w rejony, o których w "Mary czary" raczej cicho. Ale skoro zamykam pewną epokę, jestem, żyję i czasem myślę, to i bez takich refleksji się nie obejdzie. 
Czy czuję się Polką? Oczywiście! Chociaż czasami mi wstyd... Bardziej lgnę do poczucia, że jestem Europejką, z korzeniami w pięknym, dziwnym kraju, Polsce. I marzę o tym, żeby niektóre "świty" w kraju zrozumiały, że Polska jest w Europie, i że to jest piękne. A nienawiść, ("patrioci"?), to na pewno nie jest wyzwolenie z czegokolwiek...
Wracam sobie do mojego osobistego wyzwolenia. Zaczęłam prozaicznie, od trzech lampek wina Cabernet, (butelka z pomarańczowym korkiem), oraz wyszorowania łazienki, przy okazji farbowania włosów z wiekowych, siwych odrostów. Półpaśce, wysypy, wyrzuty i alergie, zaczynają mnie opuszczać. Wolność już blisko :-).
Zaczynam oddychać wątłą piersią. Samotność przeradza się w poczucie wolności. Nic i nikomu nie muszę. Gadam do portretu Reni, mogę powiedzieć jej wszystko, (wszystko co chcę), a ona mi nie odpyskuje... Mam obowiązki... tylko wobec siebie... Wolność... Właściwie to pierwszy raz w życiu czuję coś takiego. Mogę dokonywać wyborów, gdzie, z kim, po co i czy w ogóle... Ale najważniejsze, ze zaczyna mi się chcieć. Póki co odsmażam coś z serii "szpachelkowej", Bo nie wiem czy i kiedy do tej techniki wrócę. Kuszą mnie takie bardziej klasyczne portrety. I aniołowie...

Irysy, natuurlijk 

Zmieniłam też wystrój bloga, z szaro-burego na pogodniejszy. Jako, że się wyzwalam. Czarne precz! Mam jednak dalej problemy z bloggerem, który zablokował mnie na "Nieokreślonej przerwie na półpaśca", a ja jestem już kilka wpisów do przodu. W moich wpisach ten w/w juz nie istnieje. Próbowałam juz chyba wszystkiego- i nic. Stoi. Na pólpaścu. Uprasza się więc tych, którzy maja mnie na swoich "czarnych listach", aby spróbowali Mamę Żuka odswierzyć u siebie, lub klikac na tytuł główny. No, w mordkę, nikt mnie nie czyta!

środa, 7 listopada 2018

Ślimak. (Wrażliwych i "sercowych", uprzedza się, że to jest horror)


Pewnego dnia, podczas "sznupania" w internecie, Mama Żuka (jednego i drugiego), natknęła się na informację o rewelacyjnym kosmetyku robionym na bazie śluzu ze ślimaka... To natknięcie się spowodowane było poszukiwaniem skutecznego środka, który pomógłby likwidować skutki wszystkich zaraz wizualnych, które od kilku miesięcy, falami lub stadami, atakują wynędzniałe doświadczeniem życiowym ciałko Mamy Żuka. Wyobraźnia zaczęła działać...
Przyszła noc.
..."Morfeusz puścił film w kilku seriach,
zaczęła działać snu maszyneria".... Fragment wierszyka Ludwika Jerzego Kerna p.t.: "Pluskwa".

Grupa "chyba naukowców", w fioletowych mundurkach (?), gumiakach i w okularkach, chodziła po polach i ścieżkach parkowych, zbierając do parcianych worków ślimaki. W laboratorium wysypali ślimaki na wielki stół. Była ich, biednych, ślimatych żyjątek, cała góra. W białych rękawiczkach, skrobali małymi, plastykowymi nożykami ślimaki i odrzucali, takie odskrobane ze śluzu, do wielkiego kosza... Śluz ślimaczy zebrany został do wielkiego gara. Oczywiście ideą "chyba naukowców" było zastosowanie ślimaczego śluzu przeciwko małym ranom i uszkodzeniom skóry u człowieka. Należało znaleźć jakiś kostropaty obiekt. Wyszli na ulicę. I złapali Mamę Żuka, przemykającą cichcem... Przywiązali do krzesła, bo M.Ż. broniła się resztką sił. PRZEZ TYDZIEŃ smarowali M.Ż. śluzem ślimaczym kilka razy dziennie, a na noc szczególnie grubo... Każdego ranka robili notatki w swoich kajetach. Ostatniego poranka - konsternacja. Nie, takiego efektu nie spodziewali się. - >jaki błąd popełniliśmy< - pytali jeden drugiego - >przecież na ślimaku goi się natychmiast i ma on zawsze takie gładkie ciałko...<
Bo efekt terapii ślimaczej był taki:

Mama Żuka po "transformacji"
Wysłano ją do starego sadu. Biedne żyjątko niech odpocznie... 
Mama Żuka postanowiła zaakceptować nową sytuację, bo: 
spokój i cisza,
   szum liści pod "posuwem",
      jak zechcę to się schowam do domku, który zawsze przy mnie, 
         i fajne te ruchome na czułkach patrzałki. 

A mówiłam/pisałam, że horror...




sobota, 3 listopada 2018

To jest próbny post

A więc muszę coś, "beleco" wkleić, bo Inspiracja wraz z moim Aniołem Stróżem zajęli się opróżnianiem butelki z "kakałkiem", w związku z czym zostałam samotna na polu walki. Nie tylko w kwestii pisania bloga. Więc odsmażam.



Obraz "Pajęczyna" już dawno nie istnieje... Ale tak jakby aktualny był... i wciąż się pajęczy.

JEST TAKI KTOŚ.....

 ..... kto bardzo dba o to, żebym nie popadła w rutynę pandemiczną, czy innego doła przed/wśród/czy poświątecznego... Dopasowuje on moje fiz...