niedziela, 24 marca 2019

Wiosenny spacer

Przegonił gąsior konkurenta
Na wodzie koło meczetu
Powstał hałas, harmider na chwilę
Pani gęś kokietuje zwycięzce
I dalej
I wszędzie
Formują się ptasie pary
Gwizdy, wołania, zaloty
Wiosna
Seks
Temat dla mnie mroczny
Jak samotnie nieprzespana noc
Lecz nie mogę doczekać się
Gdy
Na wodzie koło meczetu
Pojawią się pierwsze, pierzaste podfruwajki...

Na małej wysepce "na wodzie koło meczetu" jest prawdziwy harmider. Gniazd bez liku tam zapewne

Na pierwszym zdjęciu czarny z długim dziobem... to pewno nie jest pingwin...
Gdzieś mi tylko umknęły dziś łabędzie, które pływały wokół siebie gdy poprzednio byłam na spacerze. Może nie chcą tak publicznie....
W drodze do domu można przysiąść na ławeczce, w towarzystwie kota, który pilnuje mojego osiedla.
Ogarniam wzrokiem 
Moją domową przestrzeń
Mój taras
Tutaj też pachnie wiosną
Widziałam dziś pszczołę
Kręciła się się leniwie wśród niezapominajek
(Nie za wcześnie, malutka?)
A pan sikorek
Spłoszony
Nic nie zaćwierkał
Miał robaczka w dziobku
(Czyżby żonka w budce na obiad czekała?)

Już coraz śmielej, już jabłonka prawie, prawie, a bukiet róż tuż, tuż... ;-)

niedziela, 3 marca 2019

Nieskończony obraz

No i taki pewno zostanie...
Obraz p.t. "Rozmowy kuchenne". 
Albo "Rozmowy rodzinne".
Może więc: "Rozmowy rodzinne w kuchni"?...
Nieskończony obraz. Niekończący się obraz?....
A oto "geneza" :
Żukowa Mama była dwa tygodnie w Anglii w okresie świąteczno-noworocznym.
U Starszego Żuka i jego "Koleżanki Justynki"(czyli t.z.w. Starszyzna). Zjechali tam również: Żuk Młodszy z samych Katowic oraz Córa mojej BigZus z Berlina. Zrozumiałe jest więc, iż było to Spotkanie Na Międzynarodowym Szczycie.
A szczyt na szczycie odbywał się głównie w maleńkiej kuchni... 
Zaczynało się prozaicznie... 
    Ktoś szedł zrobić kawę lub herbatę... 
        Ktoś inny miał pomysł na coś do... 
            Następny przychodził i... 
I w ten sposób rozpoczynały się rozmowy, kontynuowały przerwane w nocy dyskusje, snuły się wspomnienia, konkluzje i plany na jutro, pojutrze i na przyszłość. Z tychże uniesień wyrywał Żukową Rodzinę gwizdek czajnika lub smród przypalonej jajecznicy... Ale wszystkie świąteczne potrawy i wypieki, wszystkie wygotowywania były takie... takie, że tylko z dzieciństwa u babci pamiętam...
Były to najwspanialsze święta od wielu, wielu lat. Może od zawsze?... Bo zorganizowane bez "przymusu świątecznego", a z samego chcenia...

Porozjeżdżało się Żukostwo do swoich "lasów". I zaczął się, kuźwa, rok 2019..., (lekarze, szpitale, gruzy i belasting). 

Powyższy obraz zaczął się malować przeszło miesiąc temu... I pewno będzie się jeszcze malował do u....nej śmierci..., (żartuję sobie oczywiście). ;-)

JEST TAKI KTOŚ.....

 ..... kto bardzo dba o to, żebym nie popadła w rutynę pandemiczną, czy innego doła przed/wśród/czy poświątecznego... Dopasowuje on moje fiz...