sobota, 27 stycznia 2018

Moje katowickie spotkania


Nigdy wcześniej nie myślałam, że pokocham Katowice. Owszem były przeze mnie polubione, (szczególnie latem, gdy miałam wakacje i nie musiałam brnąć w śniegu po pas przez pole, przez las na małą stacyjkę w całkiem małym, podsosnowieckim Zaścianku - by dojechać na czas do Plastyka w Katowicach). I później polubiłam, gdy dojeżdżając do pracy z innego Zaścianka autobusem, znajomy po jakimś czasie kierowca, czekał aż pokonam wszystkie ślizgawki na drodze szybkiego ruchu i dopadnę drzwi przednich. Zawsze odgrażał się, że ostatni raz na mnie czeka...

W Katowicach mieszka Żuk Młodszy ze swoim Adzikiem. W pięknym, 100 m2 mieszkaniu w secesyjnej kamienicy. Na trzecim  i 1/2 piętrze. Bez windy. Ale to pryszcz, (przecież w Zakopanem swój pierwszy oddech poczyniłam). 
Wybrałam się do Młodszych Młodych, bo już mi tęskno było, no i zjechali z Anglii Starsi Młodzi w celach medyczno-konsultacyjnych. Zapragnęłam być przy nich w nadziei, że obecność Mamy Żuka (Jednego i Drugiego), będzie dobrze odebrana. Nie żałuję. Udało mi się nawet coś ugotować, udało się stare byczyska przytulić, o "pogaduchach za wszystkie czasy" nie wspomnę.

Mój "Dziennik wakacyjny i nie tylko" dostał też konkretnej pożywki.

Tłumaczenie hieroglifów: "Retrospekcje z ostatniego wieczoru z J. i J. Moje synowe doktorantki (doktorki ;-)) dyskutują, Żuk J. przytakuje, a ja nie wiem o co chodzi... Czyli zawinięta w śpiwór upajam się obecnością... na ławie dyskusji i kontemplacji. Na serio z tą ławą.
Kiedy Starsi Młodzi wrócili do Anglii, Żuk Młodszy był w kolejnej podróży zawodowej po Europie, a Adzik bywała na uczelni, przygotowywała się do zajęć, lub sprawdzała prace zaliczeniowe swoich studentów - musiałam zająć się sobą sama... (bilet na samolot do domu miałam na 25-tego). No i właśnie po to są Katowice :-). Trafiłam na fajny repertuar w kinie Rialto. Byłam na "Wieczorze z Vincentem" czyli spotkaniu z autorami filmu "Loving Vincent", (Dorota Kobiela kończyła to samo stare Liceum Plastyczne w Katowicach co ja, tyle że dużo później). Po tym spotkaniu zapragnęłam zobaczyć raz jeszcze ten Genialny Film. Przeżyłam ten spektakl chyba jeszcze mocniej niż w Holandii... Byłam również na transmisji spektaklu baletowego "Romeo i Julia" z moskiewskiego Teatru Bolszoj, (a com się naoglądała chłopców w obcisłych rajtuzkach - to moje).
Jak dla mnie, która nie udziela się zbyt poza domem i niechętnie wychodzi ze swego światka - był to piękny czas odchamienia się.



Ale zanim to wszystko przeżyłam, byłam kilka godzin w Sosnowcu na spotkaniu z Moją Małgosią, przyjaciółką od czasu podstawówki.


Siedziałyśmy (jak zwykle) w naszej ulubionej ciastkarni i nie mogłyśmy się nagadać (jak zwykle). Pomimo, że spotykamy się na Skype czasem. Ale w całkowitym realu, to jest to... ta herbatka... ten serniczek... i Ta Gosia, która mogę dotknąć.





Nic nie będę tłumaczyć. Tylko dodam, że ja miałam żółty berecik, a Gosia zielony...

I jeszcze kilka zdjęć z Katowic



Małe lodowisko z muzyką na środku rynku...

Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego z choinką

"Parciana" Szopka i rogacizna ciągnąca prezenty

Pociąguś




To z samego "serca" Katowic. Ale proszę mi wierzyć, dalej i głębień jest też pięknie.


Ale najważniejsze jest to, że czuję się tam bezpiecznie. I w dzień (nie ma band cyganek i żebraków jak jeszcze kilka lat temu), w nocy bez strachu wracałam sama z kina czy z teatru do domu. Wszędzie światła i muzyka. Grupki roześmianej młodzieży, rodzin z łyżwami na ramieniu idą na małe lodowisko na rynku. To miasto żyje. Zapomniałam na dwa tygodnie o tym jak to "paskudnie się dzieje"...
Widziałam przecież zadowolonych ludzi. I mam nadzieję, że tak jest nie tylko w Katowicach.... ;-)

Z pamiętnika Żukowej Mamy

Żukowa Łąka Górna Zeszła ze szczytu Baranie i zboczyła ze szlaku do "Żukowego Starego Sadu". Postała tam chwilę by uspokoić ...