wtorek, 16 października 2018

Refleksje na temat tęsknoty.

Taki mały szkic do Anioła smutku". (No zmęczony jest, muszę go trochę powlec..)


Anioł Smutku za mną chodzi,
wlecze swoje skrzydła ciężkie.
Gdzieś poświata nam uchodzi,
Duch Ciemności
schował tęczę.
Nawet smutna jest Muzyka,
struna pękła 
w wiolonczeli.
Nikt się marzyć 
nie ośmieli...
Puste plany i zadania
kurzą się na karku,
a tu pusto w barku...
To co, że nie jestem
wesoła,
Tak czy siak mam                                                                                                                                          swego Anioła. :-)
                                                                                         


Tęsknota to po niderlandzku heimwee. Oznacza tu głównie tęsknotę za krajem, nostalgię. Czyli typowo jesienne nastroje... 

niedziela, 7 października 2018

Terapia antydepresyjna Mamy Żuka


Czyli poradnik praktyczny Mamy Żuka (jednego i drugiego), na temat, jak przeżyć szczęśliwie depresję w depresji.

To tak w punktach będzie.
1. Należy postanowić, że będzie się realizować konsekwentnie pradawną idee, zabudowania regałem na książki wnęki przyokiennej. I w ogóle nie brać pod uwagę, że zdrowie i siły już nie te.
2. Rozmontować "bibliotekę niepubliczną" oraz stary, cholernie ciężki i brzydki regał, przygotowując go do wywozu przy przywozie.
3. Wymierzyć dokładnie wydumaną przestrzeń. 
4. Znaleźć w sklepie z rzeczami z drugiej ręki mebel, który dałby się zaadoptować do w/w pomysłu.
5. Zakupić:
    - n.p. srebrno-siwy regał ikeowski oraz przystawkę na płyty,
    - dwie puszki białej farby, 
    - piłę,
    - pakiet plastrów z opatrunkiem.
6. Sprawdzić czy ma się pozostałe materiały, takie jak śruby i śrubki, metalowe kątowniki, gwoździe, młotek, wiertarkę oraz środki przeciwbólowe.
7. Rozmontować z półek regał i regalik.
8. Przyciąć regał do wymaganych rozmiarów, wyciąć i podciąć co należy, biorąc pod uwagę kąty proste parapetu lub ich brak.
(W międzyczasie schnie wcześniej pomalowany stół na łapie).
9. Zakleić plastrem kolejny palec.
10. Pomalować na biało wszystkie części regału dwukrotnie.
11. W oczekiwaniu na wyschnięcie strzelić sobie następne dwa paracetamole i udać się na "foteldozbijaniabąków".
12. Zawlec na dywaniku łazienkowym wyschnięty regał bez półek z balkonu do sypialni. (To co, że się potargała moskitiera na magnesy w drzwiach balkonowych - w następnym sezonie kupisz sobie nową).
13. Za pomocą stołu i pobliskiego łóżka wytransportować regał na parapet. Wbić go i wmontować, kontrolując kreski, przywlec wąski regalik, powiesić go, przyśrubować do ściany obok.
14. Poszarpać konstrukcję sprawdzając czy drga. Nie drga. Założyć półki i wyretuszować montażowe zadrapania.
15. Zrobić sobie całodobową pauzę, pod pretekstem że musi dobrze wyschnąć i stwardnieć. Posprzątać bałagan budowlany. 
16. Posortować, odkurzyć, poukładać  na nowym regale książki.

Oto efekt końcowy terapii. 

Nowa Biblioteka Niepubliczna. Pod stołem maszyna do szycia, więc kącik "szyjny" też gotowy.
W oczekiwaniu na książki.

Ostatecznie można iść do psychologa albo nawet psychiatry, gdy znosi się ciężko żółknące na drzewach liście. Ale Mama Żuka (jednego i drugiego), ma swoje metody ;-). Łoj, gdyby to jej lekarz domowy widział.... ;-)

sobota, 15 września 2018

Schyłek epoki półpaśca skubanego.

Mam taką nadzieję... Że opuszcza mnie on - pozostawiając za sobą spustoszenie fizyczne i emocjonalne...

Jestem na etapie dostrzegania... 😊 oraz wymyślania nowych projektów 😊, do realizacji których jeszcze daleka droga... 😕.
Dostrzegłszy więc to i owo w mieszkaniu moim, oraz mając dzień lepszy z chwilowym przypływem energii - pogoniłam pająki. Następnie postanowiłam, że Pedro też będzie miał czyściutko. On też był chory, tuż przed atakiem półpaśca na mnie. Ma teraz problemy z orientacją i fruwaniem. Tak więc z wolnego, pokojowego ptaszka, stał się ptaszkiem klatkowym...
Chcąc mu dokładniej posprzątać, to po wyjęciu szuflady, użyłam rury odkurzacza by usunąć resztki i piórka z kątków... Wszystkie piórka... ↓


Tors dumny mu się nie zmieścił... tak się nadął...
Szybko wyłączyłam odkurzacz i Pedro "wypluł się" szczęśliwie do klatki... Tak, wiem, wiem. Wyrok w zawieszeniu na pięć lat dla mnie, za nieumyślną próbę wessania/zamordowania niewinnego ptaszka. Ale to wszystko wina półpaśca... Pedro nie odzywał się do mnie tego dnia, a nawet krzywo patrzył. Ale że ptaszek mój ma mały móżdżek, to do rana zapomniał o przygodzie z rurą.

Następny etap, to włączanie myślenia czasem... Co raz dłuższe bowiem są okresy bólu umiarkowanego :-). 

Przybyła jednak w chorobie refleksja dotkliwa: ogromne poczucie samotności. Bezradność w bólu, niemoc dotknięcia, przytulenia się... I takie tam drobiazgi jak brak mleka w lodówce...

Ale wracam powoli by żyć :-). Renia zawsze mówiła, żem silna kobita. Nie mogę jej zawieść ;-).



piątek, 17 sierpnia 2018

Zryw energii kreatywnej, czyli Dasia szaleje w ...sypialni.

Po przerwie stagnacyjnej spowodowanej gromadnym napadem negatywnych przypadków losowych, postanowiłam ruszyć jestestwo z "foteladozbijaniabąków". Tak, żeby bolało. Żeby ból fizyczny zatłukł choć na czas jakieś różne inne bóle plątające się głównie  po horyzontach dumania.
Udało się. Boooli...
Ale do brzegu: przemalowałam sypialnię. Rok temu strzeliłam sobie tam niebowy kolor ścian, co prawie od razu mnie wkurzało, a z czasem gryzło mi się z podłogą i pozostałą aranżacją. Aranżacja też się nie sprawdziła. Źle spało się na łóżku pod ścianą... Męczyłam się tak rok. 
I w końcu nadszedł ten dzień...
Kolor ścian wyszedł kremowy, czy coś, w każdym razie bardzo neutralny i jasny.
Rok temu miałam Renię w charakterze pomagiera siłowego, oraz mysz, która była głównym powodem pospiesznego remontu sypialni, (czyt. Safari). W tym roku wszystko zrobiłam SAMA! , a myszka pojawiła się już po remoncie, (m.i.n. na żerdzi Petra z dzwonkami).
Najgorzej było z szafą... Dopóki mogłam odpychać ją pupą, wspierając się o ścianę - szło. Ale na zakręcie brakło ściany. Sąsiad na wakacjach. Już myślałam, że będę rozkręcać. Ale po kolejnej próbie - drgnęła! Przesunęłam ją metodą ramienną.

Centymetr po centymetrze...
Nie ruszyłam jedynie regału z książkami. Obmalowałam go elegancko... Nowa aranżacja nie wymagała ruszenia, a na łóżku w nowym miejscu śpi się świetnie. 
No to kilka fotek:

Widok od drzwi (za którymi jest w/w szafa).

Po drugiej stronie

Biblioteka Niepubliczna, (głównie niderlandzkie wydania).

Skromny Dział Polski Biblioteki Niepublicznej.

Szafa z kryształowym lustrem, (tylko mi tu nie prychać ze śmiechu - to poważna robota była).

Kilka detali. Nareszcie wykorzystałam dawno temu zrobioną narzutę, obszywając nią wezgłówek łóżka i narzucając na fotelik.


Fotelik ma bardzo tajną skrytkę w siedzeniu (a nie pokażę!)

Lampka - czytaczka

Haczyki na szafie

Czytam aktualnie "do poduszki".

Powyższa akcja nastąpiła w minioną sobotę i niedzielę. Poniedziałek i wtorek regenerowałam się, a w środę postanowiłam wynieść do piwnicy poskładane w pomieszczeniu gospodarczym materiały malarskie. "Sprzątanie" zakończyło się katastrofą... W szafce piwnicznej wylało mi się kubełko niebowej farby, która spłynęła po szufladach na podłogę... A w czasie gdy walczyłam zbierając ją, przewróciła się moja torba na kółkach, gdzie znajdowała się jeszcze nie wyjęta farba kremowa... Torba jest do wyrzucenia. A resztą zajmę się jak dobrze wyschnie, by dało się pozbierać nie paprząc wszystkiego w koło. Kładę tę katastrofę na karb moich "siajmiatych" rąk, które tracą czucie, nie domykając, upuszczając i nie współpracując ze mną, szczególnie wówczas, gdy są mi niezwykle potrzebne. 

Ale i tak cieszę się, że jeszcze coś mogę, że świat się jeszcze nie zawalił, a ja jestem z Wami 4 lata!






niedziela, 15 lipca 2018

Na jeżynach...

Wyszłam dziś z domu...
A jako że w moich regionach nadal tropiki, (ponoć jeszcze dwa do trzech dni), przyoblekłam się w "worek na ziemniaki" nr. 3, w kolorze czarnym, sięgający ledwie kolanek. Na jeszcze nie opuchnięte pęciny, zapięłam bardzo sportowe sandałki, przystosowane do wędrówek, niekoniecznie w ulicznych warunkach.









Zabierając ze sobą pudełko po 1/2 kilo lodów, wydawało mi się, że jestem dobrze przygotowana do penetracji plantacji jeżyn, którą onegdaj odkryłam na obrzeżach mego osiedla.
Błąd. Należało włożyć długie spodnie, bluzkę z długim bardzo rękawem, buty za kostkę (trapery), oraz rękawiczki płócienne...
No ale upał zaatakował umysł.


Rezultat zbiorów był jednak balsamem na rany kłute i drapane. 60 dkg jeżyn w półkilowym pudełku po lodach - trochę mnie zaskoczyło ;-). Dziś na obiad miałam jeżynową zapiekankę z owsiankową posypką. Satysfakcja podwójna, bo nareszcie mi się coś chciało... :-).

Przed "twórczością" kulinarną.

W towarzystwie herbatki.

Zanim doszło jednak do konsumpcji, obmyłam moje upocone i podrapane w jeżynach ciałko, konstatując, że miałam dużo szczęścia, bo żaden kleszcz mi się nie przyplątał. Widać w upały do norek się pochowały ;-).
Za kilka dni "pójdę w las" już lepiej przygotowana. Bowiem nabrałam ochoty na jakąś przetwórczość konfiturową, ale bez pestek jeżynowych.
Póki co, "liżę rany" wśród moich róż, (w pewnej odległości jednak od tych piękności z kolcami) ;-).

Rozpoczęło się drugie kwitnienie

I jeszcze jedno zdjęcie-meldunek: Petro (mój niebieski ptaszek), nadal mnie ignoruje, obsrywając namiętnie jeden z moich dzwonków...

Petro na żerdzi z dzwonkami.




środa, 27 czerwca 2018

Jestem

W chmurach...

Otwieram oczy
Świat nie stanął
Kula się toczy
Dzieci do szkoły
Gdzieś gra muzyka
A ból nie znika...



Jeszcze trochę... Powoli bardzo wracam. Jeszcze mi się nie chce, jeszcze nie mam planów i idei na budowanie nowej przestrzeni wokół mnie. Ale bywam tu i ówdzie :-). Czasem coś zjem, czasem coś wypiję i wystawię kolana do słońca :-). Polecam się łaskawej pamięci ;-). 


piątek, 8 czerwca 2018

JEJ PORTRET

Renia, (25-05-1950 --- 07-06-2018)

Byłaś moją inspiracją
I moją błękitną fazą.

Nie zadawałaś się z dzieciakami
Ale rzucałaś się na każdego z pazurami
Kto chciałby mi krzywdę zrobić.

A ja
Nie rozumiałam
Jak można czytać z latarką pod kołdrą
I dlaczego prasujesz lewą ręką

I ja 
Już wówczas 
Malowałam w myślach
Twoje portrety

Piękna moja
Zawsze tyle buntu
Tyle ochoty do dyskusji 
W sobie miałaś
I Tyle miłości
Której okazywanie było tak trudne

Piękna moja
Tyle energii
Tyle ciekawości świata 
W sobie miałaś
I tyle mądrości dla innych
A dla siebie budowanie schodów

Piękna moja
Przytulam Cię całym sercem
Do kwiatów w naszym ogrodzie
I wiesz przecież
Jesteś na stałe w moim pokoju nad światem



środa, 6 czerwca 2018

Wsparcie...

Prośba ogromna...
Trzymajcie kciuki za moją BigZus.
Jej płuca nie chcą współpracować z ochotą na życie i radością dyskusji...
Przyjmujemy każdą drobinkę dobrej energii.

wtorek, 29 maja 2018

Rozmowy Mamy Żuka

Dla Mateusza (ur. 29. 05)


Patrzę na ciebie i nie wierzę...
Wciąż w umyśle moim mały żuczek
Co w trawie leży
Liczy mrówcze ładunki
Przęsełka gąsienic
Listeczki tej trawy po lewej stronie
Ledwo na papuśnych nóżkach stanąłeś
Biegniesz wciąż
I nie tylko przed siebie
Ileż to już kilometrów poznawczych
Broda ci rośnie
Grzywka siwieje
Żucze poczynania
Czasem wciąż w sferze przemyśleń
Czasem już w sferze osiągnięć
Zdobyte góry
Przepłynięte morza
Lecz jeszcze tyle krain niezdobytych
I lasów
Kula gnoju którą toczysz
Obrasta w obrazki w kamerze
W klucze do nowego domu
W części do "Dyskoteki"
W firanki do tracka
W ciekawostki ze świata
W doświadczenia najważniejsze
Patrzę na ciebie i nie wierze...

Kolaż Żuczkowy

Następny solenizant... A tak w ogóle, to znowu przeleciał przez moje gniazdo, (z piątku na sobotę). Było superowo. Taki tajfun w gnieździe osiadłej na nudnych laurach Mamy Żuka, bardzo dobrze robi na krążenie krwi. No i na menu na stole 😋.

Szparagi (z dodatkami)

Bef, który rozpływał się w ustach (tez z fasolką bo już była obrana)



Refleksje na temat tęsknoty.

Taki mały szkic do Anioła smutku". (No zmęczony jest, muszę go trochę powlec..) Anioł Smutku za mną chodzi, wlecze swoje skr...