środa, 12 czerwca 2019

Bajka o Ważce


 Czemu dziś?

Łzy kapią same
Zawieruszają się w zakamarkach duszy
Szukam ujścia
Lecz wciąż wracam
Tam i ówdzie
A przecież
Problemy są blade i nijakie
Żuczki kreują swoje drogi

To tylko samotność
W realu
W necie
Za moim płotem

Nie wiem czemu teraz przyszła mi na myśl
Pazerna ważka
Tak piękna
Tak ulotna
Przysiadła na płocie
Który ciągle od nowa stawiam
A on wciąż próchnieje
Co widzi ta delikatna piękność
W moim spróchniałym płocie?
Barwy kwiatów?
Ulotne myśli
Zamknięte w antycznym bełkocie?
Lecz i tak czekam na nią
W nadziei
Że znów wkrótce spotkam Ważkę
Że znów zauroczę się jej płochością

Łzy kapią same
I nie rozumiem dlaczego...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

No, chyba mnie potrzaskało... Wzięło mnie na insekty i inne robaki. Ważka wysunęła się na czoło serii o robalach. W moim wydaniu. Technika mieszana. Suszone chabazie i farby akrylowe. Taki eksperyment Żukowej Mamy.

czwartek, 6 czerwca 2019

WSPOMNIENIE



Renia  (25-5-1950 -- 7-6-2018)


Rozmowa z Siostrą

Minął maj
Dopiero co miałaś urodziny
Minął rok
Cały ten rok to mrok
Bo słońce już tak nie świeci

Prawie nie sprzątam
Jest pusto
Tu chuchnę
Tam dmuchnę
Czas leci

Już prawie nie płaczę
W normach smutku się mieszczę
To naprawdę już rok?
"Ik ben niet gewent nog"
Nie przywykłam jeszcze

Sprawiłam
Że pokochałaś motyle
I tyle
Wspólnych polubień
Malowałam 

Burzyłaś się
Zasnuwałaś chmurami
Gdy swoje światy budowałam

Nasze drogi mleczne
Mijały się latami świetlnymi
Innymi czasy
Plątały ze sobą
Jak jeden wątek
Kłębek nici
Początek

I nagle koniec

Gdzie jesteś moja błękitna fazo
Blond spektrum
Rudy wichrze z nad Kaukazu

Szarobure oczy ojca
Niebieskie
Szmaragdowe
a czasem nawet zielone
Z rozkazu

Dlaczego dopiero teraz
Tak wyraźnie widzę
Kim byłaś
Tak bardzo się wstydzę
Mej ślepoty

Żyję 
Idę
Ale przecież wiemy obie
Że to prawie niemożliwe
Żyć
Bez codziennych konfrontacji
Bez śniadania
Bez kolacji
Razem

Żebym wiedziała gdzie jesteś
(Może tuż, tuż
Wśród niezapominajek
Albo moich róż)
Poszłabym za Tobą...


Moje ulubione zdjęcie: Renia i Dasia
To moje osobiste wspomnienie o Reni.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------

A "ogrodowe interaktywne wspomnienie"( p.t. : Tęsknota), czyli "tam i wtedy" gdy Renia była szczęśliwa -  
                                                    - stworzyła Ania, córka Reni.


Zapraszamy serdecznie na kliknięcie w poniższy LINK, a później w zdjęcie,               gdzie klikanie uruchamia kolejne "szczęśliwości" i podkład muzyczny.




                                                                   LINK   


            

piątek, 17 maja 2019

Z robaczkiem w dziobie. Czyli ptasia foto sesja.

Na moim dachowym imperium gwarno było i niezmiernie emocjonująco. 
Myślałam, że sikorki-samby nie będą w tym roku u mnie, bo piękne acz aroganckie sroki uwiły sobie gniazdo na dachu, pomiędzy moim i sąsiadki apartamentem. 
Gołębie gruchały i tańczyły z przytupem w okół siebie, po blaszanym dachowym parapecie...
Lecz jakiś czas temu, zaczęło się dziać i wydarzać również: 
w, 
obok, 
przy
i w okolicy budki ptasiej na moim tarasie. 
Z powodu złej pogody i napadu półpaśca, obserwowałam akcje zza szyby. Wydaje mi się, że zaczęłam rozróżniać sikoreczkę od sikorka... Ale interpretacja jest bardzo indywidualna... Sama sobie wymyśliłam, że ździebko drobniejsza jest ona i jakby skromniejsza w wyrazie, a on, z dumnie wypiętą  żółtą piersią i baaardzo czarnym krawacikiem. Ona krawacik miała taki bardziej w cętki... 
Z budki wydobywał się najpierw cieniutki pisk, by każdego dnia przybierać na sile i stać się wrzeszczącym wielogłosem.
Rodzice uwijali się jak mogli. Kursowali tam i z powrotem, na pobliskie drzewa:

Z robaczkiem w dziobie
Przylot i odlot
Zawsze z robaczkiem
Lustracja sytuacji w deszczu

Następna tura...
Gdy zorientowałam się, że ptaszki "olewają" moją "pół obecność", a w budce jest coraz większy harmider i wrzask, stwierdziłam, że to już czas...
Opatuliłam się szalem i zainstalowałam na leżaku. Pierwszy ptaś wylądował w doniczce z przyszłym winem (za jakieś 5 lat...to wino...).

No dobra... zaraz schowam się pod stołem, bo strasznie wieje...
Drugi wystartował wprost na pobliskie drzewo, bez przystanków. Nie zdążyłam nic cyknąć. Trzeci wylądował w doniczce z przyszłym dorodnym bluszczem (za jakieś dwa lata)...

Maaamaaa!...o, jest mama...
A ten następny, to zwyczajnie siedział na budce i pozował. Gwiazdor taki.

Gwiazdor
Czwarty i piąty wyskoczyły jeden po drugim. Jeden postanowił się "czepiać" zanim podskoczył do sąsiadki, a drugi zatarasował drzwi balkonowe, uniemożliwiając mi swobodną dokumentację...

Nie ma lekko... chyba będę się czepiać... nooo... myślę, że...no tak...

Tata woła.... trzeba ruszyć skrzydełkiem...
No i odlecieli chłopcy do pobliskich ogrodów...
A na koniec, dumny rodzic przysiadł wśród róż i odstawił mi zwycięską serenadę... A może dziękczynną?... Z pewnością była radosna.

Zwycięzca na podium. 
I nastała cisza... 
Nawet sroki arogantki się nie kłócą...
Dwa dni słońca
Dwa dni wyfruwania
I znowu pada deszcz...
Tylko teraz wszystko jest tak radośnie zielone...


środa, 8 maja 2019

Powrót bestii...

Na nic intensywna obrona własnego terytorium... 
Na nic okopy i działa przeciwpancerne...
Na nic bateria przeciwlotnicza w "ogródku"...
Bestia*
zrobiwszy rundkę przez Limburg,
powróciła...
Przedarła się przez okopy "medykacji i medytacji"...
Uderzyła, może z mniejszą siłą niż poprzednio,
ale boli...
Wdarła się przez ucho do środka,
by pobawić się gałką oczną,
poskrobać gardło
i powbijać pazurki gdzie się da...
Niby subtelniej,
niby tylko pojedyncze krosteczki za uchem zostawia...
Ale i tak,
umęczona Żukowa Mama poleguje za dnia na "foteludozbijaniabąków"...

*Bestia - półpasiec


A nocą... Ech...

środa, 17 kwietnia 2019

Mało przemyślana rozprawka na temat myśli...


Przyszło mi pomyśleć troszkę
Niby nic
Niby coś
Przyfrunęły myśli
Bardzo płoche
Bardzo intymne
I bardzo beznadziejne
Myśli przemyślane dawno
Przenicowane
Fastrygowane różnymi kolorami
Pojone czym się da
Karmione nadzieją
Zawsze głodne
Myśli czesane
I nieuczesane
Porzucone
Porozstawiane po kątach
Poukładane na półkach
Myśli skaczące jak pchły
Po starym kocu
Upierdliwe
Bądź te niespodziewane
Jak grom z jasnego nieba
Myśli byłe
Myśli niebyłe
Bezmyślne myśli
Jak te świeżo narodzone
Co nie wiedzą jeszcze co myśleć
I te stare
Wyświechtane
Wybiczowane doświadczeniem
Myśl do głowy przychodząca
Głowa pełna myśli
Myślę że
Jestem?...


czwartek, 11 kwietnia 2019

Aktualności z "pokoju nad światem"


Heimwee

Maleńkie manko
W tutejszym banku
I "hrvackie" wino na stół
Kawałek sera
Pachnący tą łąką
No przecież to żaden dół
To wzlot?
To upadek?
Spojrzenie w bok?
Czy spacer zwykły w wiosnę?
To formy spadek
Czy motyw radosny?
Nie
Znów melancholia
Liryki gloria
Kwitnie magnolia
I to cholerne heimwee ...

I tak się nie chce stąpać po ziemi
Gdy krok każdy boli do szpiku
Lecz stąpam cicho
Wiem
Nic się nie zmieni
Gdy robię te kroki z nawyku

Więc odskakuję z "Hrvackim Kutievo"*
Kawałek sera do pary**
Włączam muzykę
Wezmę ołówek
I "Mary czary" i "czary mary"...


Już wieczór cichy...

*     Chorwackie wino. Pachnie dojrzałym ananasem, brzoskwinią, gruszką i kwiatami akacji. Dzięki specyfice klimatycznej winnic w okolicach Kutieva wino prezentuje żywą kwasowość, której towarzyszy zintegrowany alkohol. 
**     Ser żółty też chorwacki. Pachnie.... tamtą (dobrze naturalnie nawiezioną) łąką... Świetnie pasuje do w/w wina :-).

Jak domyśleć się można, znalazłam na naszym osiedlu maleńki chorwacki sklepik. 
---------------------------------------------------------------------------------------------

Ołówek wyjęłam symbolicznie. Póki co, zrobiłam dokumentację z mojego osobistego "miejsca przestępstw", w którym spędzam część mojego życia.
Taki mój ukochany chaos.
Bywam przy biurku:


Pod ręką MUSI być wszystko. A na widoku terminy, terminy...

Na krzesełku papiery dotyczące belastingu (urząd podatkowy), z którym bezustannie walczę. W towarzystwie aparatu do mierzenia ciśnienia...

....Brzydkie wyrazy zamazane...
 Bywam też po drugiej stronie:



Sztaluga i mebel "przyboczny"

Tu akurat olejny ekwipunek

Pękający z dumy wartownicy.

No i wciąż niedokończone prace...
Widok ogólny "miejsca zbrodni". Za prawym węgłem biurko, za lewym, głębokim węgłem "kaźnia" właściwa ;-)
W pozostałych przestrzeniach mojego domostwa mam raczej bardziej zorganizowane...
Mam nadzieję...
Tak myślę...
Jestem prawie przekonana...

Zdekonspirowawszy się nieco,
poszła po rozum do głowy
oraz na zakupy do pobliskiego marketu.... ;-)

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Poniżej dodaję kilka zdjęć dla alElli :


Całość...

Prawa nóżka (albo lewa, zależy od strony patrzenia) ;-)

Czubek....

Przy lustrze: dwie skarbonki (mało używane, pamiątkowe - oddam w dobre ręce ;-)), oraz "suszarka" do roślinek.




niedziela, 24 marca 2019

Wiosenny spacer

Przegonił gąsior konkurenta
Na wodzie koło meczetu
Powstał hałas, harmider na chwilę
Pani gęś kokietuje zwycięzce
I dalej
I wszędzie
Formują się ptasie pary
Gwizdy, wołania, zaloty
Wiosna
Seks
Temat dla mnie mroczny
Jak samotnie nieprzespana noc
Lecz nie mogę doczekać się
Gdy
Na wodzie koło meczetu
Pojawią się pierwsze, pierzaste podfruwajki...

Na małej wysepce "na wodzie koło meczetu" jest prawdziwy harmider. Gniazd bez liku tam zapewne

Na pierwszym zdjęciu czarny z długim dziobem... to pewno nie jest pingwin...
Gdzieś mi tylko umknęły dziś łabędzie, które pływały wokół siebie gdy poprzednio byłam na spacerze. Może nie chcą tak publicznie....
W drodze do domu można przysiąść na ławeczce, w towarzystwie kota, który pilnuje mojego osiedla.
Ogarniam wzrokiem 
Moją domową przestrzeń
Mój taras
Tutaj też pachnie wiosną
Widziałam dziś pszczołę
Kręciła się się leniwie wśród niezapominajek
(Nie za wcześnie, malutka?)
A pan sikorek
Spłoszony
Nic nie zaćwierkał
Miał robaczka w dziobku
(Czyżby żonka w budce na obiad czekała?)

Już coraz śmielej, już jabłonka prawie, prawie, a bukiet róż tuż, tuż... ;-)

niedziela, 3 marca 2019

Nieskończony obraz

No i taki pewno zostanie...
Obraz p.t. "Rozmowy kuchenne". 
Albo "Rozmowy rodzinne".
Może więc: "Rozmowy rodzinne w kuchni"?...
Nieskończony obraz. Niekończący się obraz?....
A oto "geneza" :
Żukowa Mama była dwa tygodnie w Anglii w okresie świąteczno-noworocznym.
U Starszego Żuka i jego "Koleżanki Justynki"(czyli t.z.w. Starszyzna). Zjechali tam również: Żuk Młodszy z samych Katowic oraz Córa mojej BigZus z Berlina. Zrozumiałe jest więc, iż było to Spotkanie Na Międzynarodowym Szczycie.
A szczyt na szczycie odbywał się głównie w maleńkiej kuchni... 
Zaczynało się prozaicznie... 
    Ktoś szedł zrobić kawę lub herbatę... 
        Ktoś inny miał pomysł na coś do... 
            Następny przychodził i... 
I w ten sposób rozpoczynały się rozmowy, kontynuowały przerwane w nocy dyskusje, snuły się wspomnienia, konkluzje i plany na jutro, pojutrze i na przyszłość. Z tychże uniesień wyrywał Żukową Rodzinę gwizdek czajnika lub smród przypalonej jajecznicy... Ale wszystkie świąteczne potrawy i wypieki, wszystkie wygotowywania były takie... takie, że tylko z dzieciństwa u babci pamiętam...
Były to najwspanialsze święta od wielu, wielu lat. Może od zawsze?... Bo zorganizowane bez "przymusu świątecznego", a z samego chcenia...

Porozjeżdżało się Żukostwo do swoich "lasów". I zaczął się, kuźwa, rok 2019..., (lekarze, szpitale, gruzy i belasting). 

Powyższy obraz zaczął się malować przeszło miesiąc temu... I pewno będzie się jeszcze malował do u....nej śmierci..., (żartuję sobie oczywiście). ;-)

czwartek, 28 lutego 2019

Żukowa Mama w kuchni

Tak, tak... Czasem Można zastać Żukową Mamę w kuchni. W zasadzie bywa tam sporadycznie każdego dnia. Poranna kawka, wieczorna herbatka, małe "co nie co" w środku dnia... Wygotowywanie? Sporadycznie. Bo dla siebie samej? Są ciekawsze zajęcia. Chyba, że się zachce... n.p. "kip-groenten soep", albo mięsko czy wymyślną sałatkę. To wówczas Żukowa Mama potrafi (z przyjemnością) spędzić czas jakiś w kuchni. I dziś nastał taki dzień! Czyli TŁUSTY CZWARTEK.
Żukowa Mama odkurzyła więc Nogę Dziadka Kazimierza (radełko wykonane przez w/w) i zrobiła faworki.

W towarzystwie Nogi Dziadka Kazimierza
W serduszku N.Dz.K. są inicjały mojej mamy :-)
Królewska filiżanka (w niej kawa z cynamonem i likierkiem
No i tak sobie Żukowa Mama podjada dziś na słodko. A żeby zbytnio się na słodko nie przejadła, to zaniosła talerzyk z faworkami sąsiadce. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Dziś jest chłodniej. Na tarasie dachowym Żukowej Mamy zanotowano zaledwie  około 10 stopni... Ale ciepłe i słoneczne dni profitują "wiosennym  graniem". 
Widziane były "sikoreczki samby", które zrobiły inspekcję stanu rzeczy w budce i wśród pączkujących badylków. 
Udało się pstryknąć telefonem....

Słoneczko szło już za mój dach....ptaszek wśród gałązek...

A tu czujny na rogu stołu.
I kilka fotek z "ogródka".
Coś, czego nie powinno być... Wykopane tulipanki i inne? 

Będzie róża duża :-)

Początek "altanki"....

Mini jabłonka omszała, ale listeczki nowe są. Kot z dziurą...pod ogonem trochę zardzewiał...

Zbliżenie jabłonki

Pienna róża

...i zbliżenie :-)

I jeszcze raz pienna z łososiową.


... róża...


A tego też nie powinno być... Wykopane było...

Róża czerwona, wysoka i jabłonka w tle.

Różyczka mini.... :-)
A teraz herbatka. I faworek. No... dwa....