piątek, 9 kwietnia 2021

JEST TAKI KTOŚ.....

 ..... kto bardzo dba o to, żebym nie popadła w rutynę pandemiczną, czy innego doła przed/wśród/czy poświątecznego... Dopasowuje on moje fizyczne możliwości, lub niemożliwości, do swoich szalonych pomysłów. A mnie w to graj... W końcu Kapitan Jos będzie mieszkał w zielono/żółto/szaro/niebiesko i kto wie jeszcze w jakich kolorach, nie ja. Ale ja wyżywam się kreatywnie i dobrze mi z tem :-). Na jego ścianach zresztą. No i w życiu tak świetnie się nie bawiłam przy pracy z kimś. Śmiesznie jest i tyle. Mam aktualnie trzeci dzień "wolnego". Odkopałam moje Ciptaszki, wyszorowałam ich willę, poidełka, zrobiłam kąpiel spryskiwaczem do kwiatków... Uzupełniłam też mój "Dziennik a nawet Nocnik". I wracam na chwilę tutaj. Bo zadania się piętrzą, przyjacioły czekają na ilustracje do książek, puste blejtramy nudzą się pod ścianą, (obsrywane przez Ciptaszki), nie mówiąc o tym, że praca na parterze narobiła mi chęci na malowanie własnych ścian... na neutralne kolory oczywizda.

 No to zamieszczam kilka zdjęć.

Bardzo proszę o "niekomentarze" na temat mojej sylwetki... Tak, jestem gruba. Naturalnie jest to wina pandemi...... i roweru, który nie chciał ze mną współpracować.




Te zdjęcia to już zestaw świąteczny w moim Gniazdku na trzecim pietrze.


No i mój Żuk Pierworodny miał urodziny. Powstał więc szybki krykloczek
 z okazji.


To do następnego, (o ile ktoś tu jeszcze zagląda). 💗💗💗💗

wtorek, 16 lutego 2021

WĘDRÓWKI ŻUKOWEJ MAMY PO "TECHNIKACH TWORZENIA".

 No przecież...

Żukowa Mama, żeby w lutym nie wpaść w grobowy nastrój, organizuje sobie zajęcia "wysoce kreatywne". W każdym razie - zajęcia zajmujące. 

1. Jedno małe przemeblowanko w oczekiwaniu na stół średnich rozmiarów, (znudziło mi się jedzenie z talerzem na kolanach, albo przy lapku).

2. "Potworkowy" sweterek za kolanka, czyli "worek na kartofle nr.4" ale we wzory oraz wzorki.

3. Trzeci z czterech pór roku, czyli "jesień". (To co że zima jest, a nawet wiosna w Holenderii).

Ad. 2:

Tył

Przód

Żukowa Mama w "potworku"

Ad. 3:

Jesień

I tym optymistycznym akcentem ŻM kończy dzisiejszy wpis 😍😁



poniedziałek, 25 stycznia 2021

Przyjaciółka przyjaciela

 Czyli portret José.

I żeby mi tu nie było "domyślników" o jakimś trójkącie. Nie. Bo to zależy co kto przez przyjaźń rozumie. 

Portret jest czarno biały, co jest dla mnie ciekawym doświadczeniem, jako że kolor kocham. Ale według zamówienia. Olejne farby, płótno.

Oto Ona:


José

A teraz dwa dni przerwy. W malowaniu. Bo jutro terapeuta, (a on nie oszczędza żadnego ciała), no i maszyna do szycia kwiczy pod stołem w sypialni, że opuszczona od wieków... 

Do następnego... czegoś ;-)



niedziela, 3 stycznia 2021

BILANSIK PRZYJACIELSKO / ARTYSTYCZNY

1. Zacznijmy od tego,
że Żuczki mają się dobrze.
Wprawdzie do spotkania na Międzynarodowym Szczycie dojść nie mogło,
ale tęsknoty 
przerabiamy szydełkiem w poduchy,
na klawiaturze w teksty,
baterie słoneczne w słońce,
a z marzeń pleciemy wiązadełka,
które zawsze znajdują się pod ręką 😍

2. Zacznijmy od tego, że szalenie pozytywne rezultaty dała zacieśniona w przyjaźń znajomość z Kapitanem Josem. 
Przyjaźń to respekt dla naszego JA.
Naszych przyzwyczajeń.
Naszych wieloletnich nawyków.
I naszych marzeń.
Przyjaciel to ktoś, przed kim nie musisz nic udawać.
I nie musisz udawać kogoś, kim nie jesteś.
Oczywiście, to jasne jak letnie słońce
- przyjaźń pracuje w obie strony.
Akceptacja.
Wolność słowa i czynu.

Ta moja PRZUJAŹŃ jest motywująca i zawsze pogodna. 
Ta moja PRZYJAŹŃ ma zawsze uśmiech i dobre słowo dla każdego.
I czekoladowe cukierki, które sąsiadom zostawia przy drzwiach :-))
A mnie dostarcza farby, płótna, ramki, czekoladki i... inspirację. 
Czasem dorzucamy do tego "talent w płynie". 
I już pędzelki łaskoczą moje serce.

Zaczęło się więc gdzieś około lutego.

łódki Kapitana Josa i i jego portret oraz moje "witrażykowe" drzewko

Eksperymenty p.t. : rozlewanie farb tu i tam.



Kochając jednak figuralne malowanie, powróciłam... gdzie, trudno powiedzieć...
Różnie to bywa. Obraz 110 x 130, "przegryzany" "krykloczkami" do opowiastek Żukowej Mamy.



Krykloczki i portrety ze szkicownika:



Portrety bez krykloczków:

oraz ściana/tło dla ptaszków K. Josa


Czyli dalej malowanie,
to na płótnie, to na ścianie.
Zdarzał nadal się krykloczek,
i tak minął mi ten roczek...



Trafił się Staremu minus...
Dopadł go złośliwy wirus...



Ale Frida oraz Miro
to ptaszkowie bardzo czyści
od złych myśli,
brzydkich spojrzeń
- bo to przecież też artyści.


                                                   Nie zdejmując z ust uśmiechu
                                                 stawiam w Nowy śmiały kroczek.
                                                          I taplając się w nadziei
                                                      witam czule Nowy Roczek.



                                                  Bądźmy w tym roku szczęśliwi
                                                              jak Wesołe Aniołki.
                                           WSZYSTKIEGO NAJPIĘKNIEJSZEGO
                                                     życzy Wam Żukowa Mama!!!




wtorek, 29 grudnia 2020

Wychylenie nosa z norki

 Żukowa Mama czasem wystawia różki ze swojej norki.
Sprawdza teren
i gdy stwierdza na pewniaka, że nie ma bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia,
postanawia przytoczyć jakąś kulkę prowiantu...

Jeszcze tylko przegląd twarzowych maseczek.
Wybór pada na tą pasującą kolorystycznie do dzisiejszego berecika.
Wkurzające parowanie okularów zostało technicznie rozwiązane.

No to w drogę.
Trzeba uzupełnić spiżarnię,
oraz inspirujące napoje.
Inspiracja nie musi być musująca,
ale koniecznie,
koniecznie musi mieć dobrze powyżej 10 %
aby wystarczyło jej do ostatnich pociągnięć pędzla realizowanego w danym momencie obrazka.

W GBZ (Główna Baza Zaprowiantowania),
ŻM koncentruje się na nowym pomyśle twórczym
powstającym pod berecikiem.
Dosycha już bowiem drugi "piesowy" portret.
A pędzelki dalej łaskoczą wyobraźnię...

Portret Terry'ego właśnie dziś wybył do sąsiadki:

Terry w poduchach

A Roki schnie. Będzie prezentem dla Pańci na Nowy Rok.

Roki w trawie...




niedziela, 20 grudnia 2020

A u mnie nic się nie dzieje... (Z serii: "Niesamowite przypadki Żukowej Mamy")

 Jestem zdrowa, (jak to ja),
Nie mam kryzysu,
Bo nie mam czasu na...
Dopadają mnie natomiast nieoczekiwane i nieprzewidziane przypadki. W związku z tym, pisanie planu działania w kajecie na dni następne, mija się z celem. Przychodzi taki moment, który burzy całą konstrukcję planowania. 
Oto ostatni przykład: Pękło przestarzałe kolanko przy rurach wodnych znajdujących się w moim pieszczeniu gazowym. Spowodowało to zalanie sąsiadów w moim pionie. W ich kuchniach... Spółdzielnia próbowała ich zbyć do przyszłego roku, ale się nie dali. Trzy dni trwała walka telefoniczna. Przyszli przedwczoraj rano.
W międzyczasie dostałam nowy kran do łazienki (stary rozlatywał się od spodu, co powodowało irytujące kapanie). Kran postanowiłam zamontować sama. A co. Instaluję sama lampy, składam rower bez instrukcji, więc taki kran z ilustracjami w paczce to pikuś.

W kolejnym międzyczasie udało mi się zrobić większą część zakupów. Świąteczno - noworocznych. Myśląc w sklepie intensywnie o Jo, zakupiłam automatycznie "terobaki" oraz Martini Prosecco. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.

Wróćmy jednak do kranu. 
Panowie wymienili w/w kolanko, (żeby tak ktoś mnie chciał wymienić kolanko, bioderko, prawą stopę i lewy nadgarstek, byłabym szczęśliwa jeszcze bardziej niż jestem), więc przymilnie poprosiłam o zakręcenie pod umywalką w łazience zaworka od ciepłej wody, bo się też zepsuł. Pan pogrzebał przyrządkiem, zaworek się rozleciał, ale stwierdził, że woda zakręcona.
Poszli. 

Wrzuciłam na patelnie garść tychrobaków i poszłam do łazienki odmontowywać stary kran.
Jedliście kiedyś skwarki z krewetek? Nie? Są całkiem , całkiem, tyle że pachną rybą...

Do łazienki. Odkręcam stary wężyk od ciepłej wody... 
Silny strumień tejże spycha mnie niemal na kabinę prysznica... 
Rzucam się na dziurkę w rurce...
Po kilku minutach leci z niej wrzątek...
Moje opuszki, które próbowały czymkolwiek ją zatkać, są poparzone...
Panika...
Śmierć przez utopienie w gorącej wodzie w oczach...
W końcu dorwałam śrubokręt, zawinęłam szmatką i zatkałam. Strumień wody (gorącej), był jednak tak silny, że musiałam dwiema rękami trzymać konstrukcję. Panika nmr.2...
Telefon w pokoju...
Ja przemoczona...
W łazience wody po sam próg...
Resztką sił przyciągam stopą, z której robię haczyk [;-)] pojemnik na śmieci...
Podstawiam pod śrubokręt...
Biegnę po telefon...
Dociskam, wylewam, dzwonię do Josa...
- >>Weź klucz od mojego mieszkania i przyjdź szybko, nie mogę ruszyć się z łazienki<<

Jos po raz kolejny uratował mi życie...
Przejął ode mnie wężyk, skutecznie zatykając gorącą dziurkę...
Wydał dyspozycje gdzie i co mam zakręcić...
Gdy woda przestała lecieć, stojąc w niej po kostki, rozpłakałam się...

Żeby nie było, że zmyślam, zrobiłam dokumentację uzupełniającą:



To było przedwczoraj. Wieczorem zrobiło się zimno i brakowało mi jakiejkolwiek wody, (pomimo obiecanek telefonicznych, nikt ze spółdzielni nie przyszedł do zaworka). Zamontowałam więc nowy kran, posprzątałam łazienkę zebrałam mokre dywaniki i ręczniki do prania. 
Włączyłam wodę całościowo. 
Włączyłam ogrzewanie.

Gdy wczoraj prała się druga tura, przyszedł sąsiad z dołu...
Plama w kuchni wyschła przez noc...
Natomiast po rurce w pomieszczeniu pralkowym cieknie sobie powolutku woda...
Ze śladami płynu do prania...
Przepraszam bardzo, ale u mnie suchutko :-)

Jutro sąsiedzi oddolni zaczynają akcję telefoniczną...
Mam tylko nadzieję, że człowieki ze spółdzielni będą kuć moje podłogi głęboko w przyszłym roku...










piątek, 11 grudnia 2020

Widok z mojego "Gródka". Fragment.

Mieszkanko na trzecim i ostatnim piętrze jest fajne. Nie tylko ma dach osobisty, ale i widok przedni. Nareszcie poczyniłam obrazek, który siedział w mojej głowie czas jakiś. 

WIDOCZEK Z MOJEGO GRÓDKA.


Powiedzmy sobie tak:

Faza dachów i mostów, na ten moment idzie do kątka. 

Za chwilę zacznie się realizować faza piesków i innych domowych przyjaciół.

Ale najpierw sprzątanie dogłębne. Zaczynam od willi Miro i Fridy, a później biorę się za szafę. Jako, że mam tylko jedną, a przez internet bardzo się fajnie zamawia, no to wiecie państwo...



"Ciptaszki" pozdrawiają :-))





JEST TAKI KTOŚ.....

 ..... kto bardzo dba o to, żebym nie popadła w rutynę pandemiczną, czy innego doła przed/wśród/czy poświątecznego... Dopasowuje on moje fiz...