sobota, 29 sierpnia 2020

Prowokacja na rekina

 Tu nastąpi ilustracja do króciutkiej opowieści powstałej na bazie "dyskusji", w komentarzach poprzedniego wpisu. A chodzi o opiekę nad zwierzakami, głównie o wyprowadzanie tychże na spacer. ----------------------------------------------Dedykuję ten wpis Bet, od której zaczął się motyw rybek w akwarium oraz Tetrykowi Jo, którzy temat rybek rozwinęli do wielkości rekina. Krykloczek powstał naturalnie przy ścisłej współpracy z moją wyobraźnią...



Opis krykloczka: Dasia zrezygnowała z dyszla przyczepionego do akwarium z Karolem. Rekinem zresztą. Wychodząc z założenia, że skoro powinna brać ze sobą ,(na wszelki wypadek), trenera rekinowego, to nie starczy jej sił na wyprowadzanie. Przesiadła się więc na rower własnej konstrukcji i z napędem elektrycznym na wszystko, (trenera, Karola w akwarium na kółkach gąsienicznych i samą siebie...). Jeszcze tylko należy skonstruować i zamontować windę zewnętrzną z dasiowego dachu, i gotowe! Można wyprowadzić ukochane stworzonko na spacer.  Po drodze spotykamy się naturalnie z wielkim respektem. A w lokalnych wiadomościach znajduje się miejsce na mały reportażyk o niezwykłym wydarzeniu... Pobliski sklep rybny spontanicznie dostarcza świeże posiłki dla Karola. A okoliczne dzieci bawią się z nim w swoich basenach i śpiewają o nim piosenki.

Karol, Karol ładne ma oczy

a za jego uśmiech nikt mu nie podskoczy

czule się przytuli i płetwą poplaska

lecz nie wiemy dlaczego słodko później mlaska...


Oraz inne ballady romantyczne... I tym optymistycznym akcentem, biorę się za coś poważnego ;-)

 

 

 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Niecodzienna codzienność Żukowej Mamy - PIESOWE PRZYGODY.

 Jak niektórzy z tutejszych czytaczy wiedzą, Żukowa Mama zrobiła ostatnio karierę zastępczej mamy dla potrzebujących piesków. Od razu rzucona na głęboką wodę, podjęła się opieki nad labradorem o imieniu Roki. 

Roki gościł u mnie dwa tygodnie. Najłagodniejszy na świecie czarny nufnol trafił do mnie w dobie największej swojej chuci i wysypie okolicznych, seksownych suczek. Niestety, te okoliczne, maleńkie piękności reagowały na Rokiego jazgotem paniki... Przez dwa dni przychodziliśmy do domu zziajani. Niezaspokojony Roki próbował gwałcić dostępne mu poduszki, a ja zaczęłam wątpić w swoje fizyczne możliwości opieki nad dużym i silnym piesem. 

Kiedy minęła fala seksu, okazało się, że Roki jest niezwykle grzecznym i przyjaznym psim towarzyszem. Poza dwiema sytuacjami. 


1. Obecność wody (koniecznie błotnej, zielonej i z kaczkami),

2. Obecność jakiejkolwiek piłki w zasięgu wzroku Rokiego...

W pierwszym wypadku udało się nam NIE wykąpać, tylko dlatego że na ścieżce koło stawu pojawiła się młoda blondynka labradorka, z przystojnym opiekunem na smyczy... 

W wypadku piłki... należy puścić wiązadło. Albowiem inaczej osoba na drugim końcu smyczy wraca do domu z obdartą skórą przednią i bez butów... Wizja na krykloczku to sugestia Gordyjki w rozmowie prywatnej... Żukowa Mama ma jednak niewiele wspólnego z balonikiem. No OK. Wizualnie tak, ale wagowo na pewno nie. Ale wyobraźnia działa...

To kilka zdjęć Rokiego "w naturze":



Jeszcze w domu... jeszcze nie wie co go czeka... ;-)


Koniecznie chciał na MOJEJ CZĘŚCI kanapy polegiwać...

Jeszcze spróbował wykopać mnie sprzed telewizora... - "no przecież widzisz jak mi tu niewygodnie"... A trzecie podejście do szkicu nie wyszło... Węgielek został  pożarty....

"No, nareszcie na właściwym miejscu... można wyspać się jak człowiek... i nawet pobiegać przez sen".

Jeszcze kilka fotek z terenu przydomowego. 

1. Czułe przywitanie z jednym z sąsiadów. 

2. i 3. Przystanek u Josa. 

4. Ha, mamcia wróciła! Grzecznie krzyżykiem do domu :-).

Roki, Pimpuś, Nufnol odjechał do swojego domu. Ledwo się odsprzątałam, sąsiadka poprosiła mnie o opiekę nad jej staruszkiem, który wabi się Terri. Mam więc następnego nufnola, we wtorki i czwartki po kilka godzin. Terri jest jakąś 1/5 ciężkości Rokiego i większość czasu spędza na spaniu...

Alzo, geen probleem.


Jak widać Terii komponuje się świetnie kolorystycznie z moją podłogą ;-)

Spoko. Następnym razem wezmę pod piekę coś jeszcze mniejszego... (Może jakąś rybkę?).














JEST TAKI KTOŚ.....

 ..... kto bardzo dba o to, żebym nie popadła w rutynę pandemiczną, czy innego doła przed/wśród/czy poświątecznego... Dopasowuje on moje fiz...