Jesienny spacer.
(podtytuł)
Przyjaciel M. wywiózł mnie do lasu..... No, za miasto w każdym razie. Było cudnie. Spokój, cisza, jesienne słońce. Chłonęłam ciepło południowego słońca, zapach jesieni; wsłuchiwałam się w niezaburzone cywilizacją odgłosy natury.
 |
| Dróżka do jeziora |
 |
| I zaczęło się jezioro |
 |
| Z drugiej strony |
 |
| Z trzeciej strony...... |
 |
| Czy widać ptaszka na środku zapory rybnej? |
 |
| Tam naprawdę stoi pingwin... |
 |
| Dochodzimy do punktu wyjścia. |
Na ostatnim zdjęciu mamy jeszcze około pół kilometra do parkingu. Ogółem wędrowaliśmy jakieś 5 kilometrów, rozkoszując się kolorami jesieni, słońcem, ciszą, (tylko kaczki nas wyśmiewały co kilka metrów). No i na koniec ten pingwin...
On był tam naprawdę. Siedział nieruchomo, na z góry upatrzonej pozycji, wpatrując się w wodę....