piątek, 12 maja 2017

Moje maleństwa wyfrunęły...

Wczoraj wieczorem moje ptaszki-rodzice urządziły sobie pogadankę. "Pyskowały" zawzięcie siedząc na, lub obok mojej przekwitłej już mini jabłonki. Dolatywały do budki z pisklakami, które zdawały się wrzeszczeń "bardziej dojrzale". Pomyślałam sobie, że coś się święci...




A kiedy o zmierzchu moje ptaszęta warowały na prętach do pnącej róży dyskutując zawzięcie - byłam pewna, że sytuacja staje się poważna...



A dziś od rana harmider ptasi oderwał mnie od "poczytałek".
Bo oto na moim balkonie odchodziła nauka fruwania... Rozczochrane maleństwa, (dwa z całą pewnością), stawiały pierwsze "kroki". Widziałam, jak drugi malec wyfrunął z chatki, poganiany przez rodzica. Ten pierwszy siedział za doniczką.
Nie przejmowały się specjalnie moją cichutką obecnością. Więc zrobiłam kilka ptasich "portretów".


Troszkę się schowałem...

Troszkę się czepiam...

Troszkę krzyczę na brata, który się czepia...

Pod okiem taty...

Chodzę i skaczę...

Muszka, cy co?...

Po drugiej stronie...

No, maluchy, do roboty!

Moja niezaprzeczalna uroda zwala z nóg!...
Ptasięta odskakiwały i odfruwały coraz dalej od barierki mojego tarasu. Zachęcane przez rodziców gwizdami i demonstracją manewrów. Cieszyłam się, że mogłam obserwować ich poczynania. Moje pierwsze osobiste ptaszki odleciały....Wydaje mi się, że słyszę je na pobliskim drzewie... Tak, tak to na pewno te moje... 
A dziś dodam:


18 komentarzy:

Unknown pisze...

O rany !! ten Twój taras bezcenny!!! No prosze ale masz frajdę..

maradag pisze...

To prawda 😀

Andrzej Rawicz (Anzai) pisze...

U mnie z kolei założyły sobie rodzinę sokoły wędrowne. Niestety gniazdo (skromne) zbudowały sobie w uchylonym oknie pomieszczenia pozsypowego, gdzie mam mini warsztat. Nie mogę więc robić takich fajnych zdjęć. Raz tylko zakradłem się pod ich gniazdo, gdy jeszcze nie było jaj, aby zablokować okno, bo przy silnym wietrze potrafi się samo zamknąć ...
"Moje" małe sokoły już od wielu dni urzędują poza gniazdem, ale wcale nie kwapią się do samodzielnego życia, każdy przelot rodzica kwitują niemożebnym wrzaskiem. Jeszcze chodzą i fruwają niezdarnie, a uczą się tak, że można boki zrywać. To faktycznie niezła frajda, takie obserwacje.

maradag pisze...

Witam Cię Andrzeju po długiej tu nieobecności :-)
To jest mój pierwszy przychówek :-). I nigdy się nie spodziewałam, że na trzecim piętrze...Ale budkę ptasią "odziedziczyłam" po poprzednim lokatorze. W zeszłym roku była zdjęta z powodu remontów, ale w tym roku przymocowałam ją tam gdzie była poprzednio... I taka niespodzianka :-)

Bet pisze...

Czytając Ciebie czuję się wredną babą walczącą z gołębiami. Właśnie wyczerpałam cały dostępny mi arsenał broni. A są to: niebieski mop "na sztorc", plastikowy czarny kruk ze szpadą w grzbiecie, tańcząca na czerwonej wstążce błyszcząca płytka CD oraz mieniąca się w świetle taśma powiewająca jak sztandar.
Na razie mam spokój...
Twoim ptaszętom jednak życzę miłego życia:))

maradag pisze...

Niestety... właśnie dowiedziałam się od mojej "dachowej" sąsiadki, że moje pisklęta nie przeżyły wczorajszej burzy wieczornej... i oberwania chmury deszczowej...
No cóż, natura...może w przyszłym roku będą miały więcej szczęścia.
A co do gołębi, to wiem jak potrafią być upierdliwe. Ale żeby kruka szpadą przebijać?....to już jest czysty sadyzm ;-)

Basia pisze...

Ja sie ponownie dochowalam dwoch malych kosow. Sa przesmieszne, grubsze od rodzicow, siedza na trawniku i wrzeszcza, ze sa glodne, ciagle glodne, zawsze glodne!!!!!!!!! Mowimy o nich, ze "pasozyty" siedza :) A jak rodzicow nie ma, to siedza cicho pod rododendronem.

maradag pisze...

Zazdroszcze... Moje ptasie mialy chyba niewielkie szanse na moim tarasie dachowym i w burzy i ulewie....

alElla pisze...

Klik dobry:)
Cudownie jest obserwować ptaki, a jeszcze foteralaaaacja... Miód!
Pozdrawiam serdecznie.

maradag pisze...

Dziékujé bardzo i równie serdecznie pozdrawiam.

Andrzej - Art Klater pisze...

W latach pięknych a minionych nazywano mnie... Sikorka. Bo podobno dziennie wypijałem tyle, ile ważę!
Co do innych zaprzyjaźnionych ze mną ptaszków, to ten, o którym myślę i ten we łbie moim mają się zupełnie nieźle!
buziulki

maradag pisze...

No to zdrowie wszystkich ptaszków! Które mamy na mysli ;-) (może jednak póżnym popołudniem zaczniemy...) :-)

gordyjka pisze...

Gratulacje Ptasia Mamo !! Musisz tylko uważać na swoje Żuczki, bo jak ptaszki zgłodnieją to różnie może być...;o)
Na Wrzosowisku to aż się wszystko rusza, a o poranku i wieczorami to trzeba uważnie spoglądać pod nogi, bo całe pielgrzymki "lotów" i "nielotów" maszerują na posiłki do sadu...
A muzyka ?? Najcudniejsza...;o)

maradag pisze...

Jak zobaczyłam te maluchy, to od razu "samba sikoreczka" się przyplątała :-)

iwonakmita.pl pisze...

Piękne te twoje ptaszki. ja obserwowałam u siebie na balkonie młode gołębie uczące się fruwać. Niestety pod naszą nieobecność rodzice założyli gniazdo. Obserwacje były ciekawe, ale to co działo się na balkonie, zanim wyfrunęły to... lepiej nie mówić. Trudno było doczyścić, a potem musiałam odzwyczajać rodzinkę od odwiedzin u nas.

maradag pisze...

Oj tak. Golebie sa dokuczliwe. Tacy agresorzy terenu. Moje ptasie nie napaskudzily. 😃

Ultra pisze...

Zdjęcia mnie urzekły, ponieważ przypomniały mi lata, gdy jeżdziłam na wakacje do babci, a tam pod dachem jaskółki miały swoje gniazdo, a inne gniazda były w winogronach, w czterech budkach lęgowych, w tawule i na rozsadniku. Najbardziej podobały mi się te niebieskie. Natomiast dziadek hodował ptaki, które wołały : "cukru". Dziękuję za powrót do przeszłości.
Zasyłam serdeczności

maradag pisze...

Dziękuję serdecznie :-) I bardzo mi miło, że przez chwilkę byłam sprawcą miłego powrotu do dzieciństwa.
Cukrówki też zaglądają na mój taras. Ale częściej gołębie pocztowe z okolicznych hodowli i sroki.
Pozdrawiam ciepło

POWRÓT ŻUKOWEJ MAMY

  Trochę zatęskniłam za pisaniem... (no i pogoniła mnie też Jo). Miałam jednak dylemat, czy zacząć całkiem na nowo, czy wrócić do Żukowej Ma...