piątek, 17 marca 2017

Taki wierszyk...

Wojciech Młynarski, „Wina Tuska”
Pociąg spóźnił się do Buska – wina Tuska.
Podupada kurort Ustka – wina Tuska.
Groch się jakoś marnie łuska – wina Tuska.
W Totku Ci nie wyszła szóstka – wina Tuska.
Zaszkodziła Ci kapustka – wina Tuska.
Cioci Zosi siadła trzustka – wina Tuska.
W szczerym polu uschła brzózka – wina Tuska.
W gardle Ci uwięzła kluska – wina Tuska.
Dyszel złamał sie u wózka – wina Tuska.
Waza stłukła się etruska – wina Tuska.
Zimny deszczyk w oczy pluska – wina Tuska.
Gorzkie łzy ociera chustka – wina Tuska.
Połamała nóżki kózka – wina Tuska.
Księdzu z głowy spadła piuska – wina Tuska.
Polska to kolonia ruska – wina Tuska.
Na stadionach rąbanina – Tuska wina.
Spytasz mnie, publiko moja, a cóż to za paranoja?
To katechizm jest prześliczny sporej partii politycznej.
A dlaczego, Panie święty, ten mój wierszyk nie ma puenty?
W miejsce puenty mgła i pustka – wina Tuska.


piątek, 10 marca 2017

Witaj słońce!

Nareszcie! Po ulewach, gradobiciach i zwykłych mżawkach - zawitało w moich progach słoneczko! Weszło bez pukania, zatańczyło na podłodze ciepłą plamą :-)




Dzień Kobiet zaś przywitał mnie "na żółto i na zielono" i pączusiami - we własnej hodowli.


Jabłoneczka
 "Puszczają się" przycięte róże...




I coś pomiędzy różami

A gdy, (jeszcze w czas szarobury), byłam w urzędowych sprawach "na mieście", zobaczyłam taki oto obrazek: w pobliżu jednego z portów rzecznych mojego miasta, przy dość ruchliwej ulicy prowadzącej na parking Outlet, stał sobie wielki skrzydlaty...


U wodopoju...

Spragniony był...

No wiosna, "cyco" ?!

niedziela, 5 marca 2017

Jazz

I znowu maleńki jubileusz....
Mój setny post.... Nic wielkiego właściwie, taki mój prywatny mały JAZZ.


najnowszy obrazek, p.t. Jazz

                                  Owładnąłeś nie tylko moją duszę
                   Moje ciało faluje rytmicznie gdy jesteś w pobliżu
                                        Przymykam więc oczy
                                                   Co mi tam
                                                     Co mi tu
                                              Tak cudnie grasz.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie!


czwartek, 2 marca 2017

O tym jak Żuk Młodszy zawitał do Mamy Żuka wraz z pierwszymi oznakami wiosny

To była bardzo krótka, lecz szaleńczo intensywna wizyta. Zazwyczaj spotkania Mamy Żuka z jej Żuczkami omawiane są tygodniami lub miesiącami, w zależności od tego, w którym lesie są organizowane. Ale tym razem:

Niedziela 26-02-2017, wieczór, dzwoni telefon:
- Mamo będę na zdjęciach w Essen. Po zdjęciach i wywiadzie z PanemX, wpadnę do twego lasu na coś dobrego i pogaduchy.
Peruka Mamy Żuka zmierzwiła się z radości.
- Kiedy? - zapytała radośnie
- W środę. I muszę wyjechać do polskiego lasu w niedzielę, bo po niedzieli mam tam następne zdjęcia.
OK. Mama Żuka po pierwszej radosnej panice stwierdziła, że ma wystarczająco dużo czasu, by zrobić zakupy i przygotować "maminepychoty". Odkopana została "noga dziadka" do robienia faworków. Mięsa i ryby wylądowały w marynatach. 
Ostatni telefon kontaktowy, (tak naiwnie myślała M.Ż.)
- To o której odebrać cię z dworca?
- Jutro (czyli czwartek). Dam ci znać jak będę dojeżdżał. I wyjechać muszę do domu w sobotę, (tu nastąpił krótki opis zmian reżyserskiego harmonogramu).
No kurcze, to co, zostaje piątek, jako cały, pełnowartościowy wspólny czas... Mama Żuka już poczuła niedosyt, ale za to spokojnie zabrała się za faworki na piwie.
W praktyce okazało się, że Żuk M. i Mama Żuka mieli dla siebie dwa i pół dnia. Nie wspominając już o przegadanych nocach.
I to było jakby przez dziuplę na najwyższym drzewie, przeszedł mały tajfun, składający się z rzeczy z plecaka, wina, słów, emocji i faworków....


Żuk Mateusz i pełen relaks na "foteludozbijaniabąków"

Pełen relaks obok fotela...

Rybka moczona dwa dni w marynacie + pure ziemniaczane + sałatka w sałacie
A w sobotę były żeberka w "maminymsosie", z maminymi kopytkami i surówką z kiszonej kapustki. M.Ż. nie zdążyła zrobić zdjęcia...

Żuczek pojechał. Burza zmysłów i umysłów - przeszła w stan spoczynku. Jeszcze tylko pośledzić karnawał. Jeszcze tylko konkluzja, że: na zewnątrz przelotne opady, sztorm i również burza przeszła.... Mama Żuka patrzy przez okno....Tęcza... Jeszcze blada, nieśmiała. Wiosna puka? M. Ż. otwarła drzwi na taras....


W tle tęcza, mini jabłonka obsiana pączusiami, "cebulowce" powsadzane jesienią

...i w domu pachnie wiosną...




niedziela, 26 lutego 2017

Karnawał za oknem

Parada kolorowych przebierańców i "książąt" danej wsi, miasta czy dzielnicy odbywa się na zakończenie karnawału. W mojej Holendrowni zwie się optocht. W początkach mojej "holenderskiej kariery" byłam uczestnikiem-obserwatorem ulicznym. Tacy obserwatorzy są również często poprzebierani, a przynajmniej wymalowani i w perukach... 
Dziś w południe zrobiłam kilka zdjęć z okna mojego mieszkania. Optocht był bardzo skromny, ponieważ...uboczny. Dzielnicowy. Główny karnawałowy korowód odbędzie się jutro, wczesnym popołudniem w centrum miasta Roermond.

Teraz jest cicho i pusto na naszej ulicy. Cukierki rzucane z korowodu pozbierane przez dzieciaki. Uczestnicy "zewnętrzni", rozochoceni piwkami zaliczanymi w knajpkach "po drodze", jak wszystkie prince, grupki folkowe i kapele z puzonami - dobijają się w knajpach. Ale, być może ostrożnie, bo jutro poprawka w większym formacie. Dla mnie ta "egzotyka" skończyła się kilka lat temu :-).

W oczekiwaniu na optocht szykowane są torebki na zbiór cukierków rzucanych w kierunku widzów

niestety w kadrze miałam drzewo....

jadą!

idą i trąbią

...idą emerytki , idą...


...."jedna z procą, druga z dzidą"...

...a na końcu z prowiantem...


tańczące zielone ludziki

a to eskorta..czołgu?..a nie! to traktor! i pewno coś ciągnie...

już widać princów masznilskich

Cały pojazd książęcy. Piętro pierwsze - podksiążęta, piętro drugie - wice, najwyżej prins główny w otoczeniu świty. Doświadczenie mi mówi, że na parterze (za czerwoną płytą z lewej - jest barek...
Symbolem mojej dzielnicy Maasniel jest kot. Na murze budynku przychodni dentystycznej w tle, jest kot karnawałowy... :-)
I kilka zdjęć ściągniętych z internetu, które pokazują namiastkę dużego optochta (u?), no, korowodu karnawałowego...

jadą...a za nimi dzicy...

klub piekarzy

inny klub...

klub trafiających w środek

prins za kratkami

banda princów na bajkowym wozie

Chciałam jeszcze tylko dodać, że do uczestnictwa w karnawale, różne kluby i towarzystwa wzajemnej adoracji, przygotowują się miesiącami. A co bardziej "potyrpani" Holendrzy biorą pożyczkę w banku, którą spłacają przez następne kilka miesięcy - by przepić ją przez trzy wieczory...Do śledzika we wtorek włącznie.
No to do śledzika! :-)

czwartek, 23 lutego 2017

"Faworki dagmarskie"

Nigdy wcześniej nie zrobiłam TAKICH faworków... Są kruchutkie, "powietrzne", rozpływają się w ustach...
Moje dzisiejsze faworki z piwem!

Reprezentacyjny półmisek
Półmiski "kuchenne"
Zostały wycięte "nogą dziadka Kazimierza". Dziadek był "złotą rączką", z artystycznym zacięciem. Radełko jest z inicjałami mojej mamy.

Noga dziadka Kazimierza ;-)

Uszkodzone starością radełko - druga strona z inicjałami
Gdyby ktoś pytał, to mówię od razu: do ciasta użyłam: dwie szklanki mąki, 4 żółtka z dużych jaj, łyżeczkę masła, szczyptę soli i pół szklanki piwa.
Po tym, jak ciasto się dobrze zagniotło, (konsystencja nieco luźniejsza jak na pierogi), zaczyna się lanie... Tłuczenie wałkiem ciasta (w celu "zapowietrzenia"), jest dla moich rąk bolesne. Lepiej wychodziło mi tłuczenie ciastem o stolnicę. Ciasto nie piszczy i nie skamle. Robi się gładkie, lśniące i nałykane bąbelkami powietrza. Gdy już oboje jesteśmy zadowoleni z sado-maso efektów - formujemy z ciasta kulę, otulamy ściereczką i ... odpoczywamy przez pół godziny (ciasto w lodówce). Jeśli ktoś nie potrafi "nicnierobić" przez pół godziny, to może usmażyć sobie mięsko. Ja usmażyłam pręgę wieprzową, która dobę przeleżała w marynacie jogurtowej.
 (Tu muszę nadmienić, że wzniosłam się w tym momencie na najwyższy schodek kunsztu kulinarnego na poziomie średniej wielkości kury domowej-grzebiącej). Ludzie kochane! Toż to poemat!
Zapytacie, po co to wszystko? Kobita "samożyjąca" i wygłupia się wypiekami..... A bo wpada do mnie przelotem pomiędzy dwoma planami filmowymi Żuk Młodszy!!!

wtorek, 14 lutego 2017

Walentynkowe wariacje

Nie będę pisać o >wyższościświątbożegonarodzenianadświętamiwielkiejnocy<,
ponieważ jest zapewne tyle samo zwolenników obchodzenia Walentynek co "wyśmiewaczy" i "obojętników".
A kochanie ma formy przeróżne.  I
                 jest cudnie
gdy kochanie przejawia się w życiu codziennym, drobnych gestach, zwyczajnych uśmiechach. Ale też
                jest cudnie
gdy dostajemy lub dajemy "ekstrakcie" z okazji....

I dlatego dla wszystkich, którzy kochali, kochają i będą kochać,
zrobiłam dwa "kolaże", składające się z moich "byłych" obrazków mówiących o kochaniu, o pasji, o konsekwencjach kochania ;).


W tle obrazek namalowany jako pewien prezent ślubny,
"Intymnie", gołąbki na 25 rocznicę ślubu, "Iwona i Wiwiana"

"Koń w sypialni", "Zamknę cię w ramionach",
"Tańczący", "Złote tango", ""Drzewo", "Gniazdo"
Wszystkiego MIŁEGO !!!

P.S. Znalazłam jeszcze dwa obrazki z przeszłości na temat miłości :-)

Pocałunek

Macierzyństwo