sobota, 28 listopada 2015

Ania

Ostatni z serii: "pokolenieponas".
Jest to moja chronologia, więc zależna od czynników "wewnętrznych"....:-)





Załóż dziś ten Twój uśmiech
Włóż różowe okulary
Schowane za kotarą tamtej sceny
I choć maleńkie skrzydełka
U ramion rozwiń....
Świat pełen masek jest....










Nasza Ania. Córka mojej Siostry. Urodziła się gdy miałam lat 14, więc może dlatego nigdy nie byłam: Ciocią, ciotką, czy czymś w tym rodzaju :-).
Kolejna artystka w naszej rodzinie, / druga po mnie :-)))/. Ukończyła ponad 10 lat temu Akademię Śtuk w Berlinie na wydziale scenografii teatralnej, (po niemiecku!!!!).
 Do dziś mieszka i tworzy w Berlinie. 

34 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Przestańcie, bo zaraz ja się popłacze.....

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Czyli Rodzina artystycznych Śtuk?
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Śtuka w Śtukę :-)

      Usuń
  3. Brakuje mi tu czegoś ,gdzie są okulary? Bo Ania bez tego atrybutu...One nie muszą byc na nosie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tez nie sa. Sa w teksciku przy obrazku ( rozowe za kotara).

      Usuń
  4. Piękna sprawa i piękna Ania. Szkoda tylko, że ten Berlin ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co jeszcze chciałeś powiedzieć i ci nie wyszło? czy to może rewanż za moje u Ciebie onegdaj komentarze?...... :-)
      Żartowałam :-)
      A Berlin jak Berlin.... Warszawa, Lwów, Londyn :-)

      Usuń
    2. Nie jestem rewanżystą. ;)
      Coś chyba dzieje się z myszą, bo kliknąłem "Opublikuj" i poleciały trzy takie same komentarze, jak zresztą widać wszystkie z tej samej godziny. Nie wiem może teraz tez tak będzie, więc już sama skasuj.

      Usuń
  7. Piękne i zdolne z Was Śtuki:))) Zanim przeczytałam tekst domyśliłam się, że to osoba związana z teatrem. Pomyślałam, że aktorka... A tu, proszę: Scenograf! Niewielka różnica bo przecież scenografia też gra! I to jak!

    OdpowiedzUsuń
  8. Anzai - co masz przeciwko?? Bo ja matka jestem to mi się zaraz no...wiesz - nie muszę mówic..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renatko, przeciw nie ma nic, ale myślałem, że Wam może smutno bez Ani ...

      Usuń
    2. I tak włąśnie jest.....Na co dzień da się z tym żyć.:-) Ale zbliżają się Święta i az się boję, bo: Ania w Berlinie, Jareczek i Justynka w Anglii, Żuk i Adzik w Polsce, a Dagmarka i Renia w Holendrowni......

      Usuń
    3. "Da się żyć". Pewnie. :) Ale czasem są takie dni i godziny, że chciałoby się nie tylko pogadać z kimś bliskim, ale wziąć za rękę, przytulić ...

      Usuń
    4. Dokładnie tak jest.......

      Usuń
  9. Piękna ta Wasza Scenografka...:o)

    A Święta to Wam wypadają chyba gdzieś w okolicach Wiednia, żeby sprawiedliwie było (Paryż też by był sprawiedliwy, ale nie polecam)...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, gdzies by sie jakiś zlot familijny przydał..... Najlepiej w jakimś bezpiecznym miejscu.... I tu zaczynaja się schody....

      Usuń
  10. Wiesz, jak wielbię Twoje malowanie! Co tu więcej pisać, wystarczy popatrzeć na obrazek....:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Twoje! - I....jestesmy kwita? :-)))))

      Usuń
  11. Żeby nie było że...

    " Łoj, nachodż mnie nachodż ile wlezie. Nie mam nic przeciwko :) Wiecej powiem: serdecznie zapraszam :)"

    No to 'wlizłem i najszłem - kolejność czynności w odbiorze dowolna';

    - bo nie używam maski
    - bo lubię też obrazki
    - bo patrzę, a tu kreska
    - ciekawa, nie niebieska.
    - bo wtykam nos gdzie sztuka
    - bo w takie miejsca kukam
    - bo bywa-jakiś detal
    - zwłaszcza, gdy to kobieta
    - obnaży skrawek duszy,
    to ja już 'najść' tam muszę;

    co wcale nie znaczy ( teraz będzie masło maślane), że słowo zostawić muszę,lub że, tematu nie poruszę.
    :o)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach witam! I fajnie, że "najszłeś i wlizłeś". Wesoły dzień dzis mam :-).

      Usuń
    2. Żeby nie było że...

      Tym razem jestem anonimowy
      z powodu - na łbie- czapki niewidki.
      Nos czerwony, z soplem do połowy
      pępka i nieciekawy i brzydki.

      Więc incognito,by w razie czego
      gdy już zapytam o dni następne
      nie brać do siebie "a ty tu czego?
      - co cię obchodzą? - wszystkie są piękne.

      Jeżeli tak, to do nich dorzucę;
      pęk wstążek z wiatrem - jeszcze zanucę
      Wien Neêrlands bloed door...
      :o)




      Usuń
    3. "...van Nederlands (Duitsen) bloed, den vaderland getrouwe blijf tot in den dood. "
      Ależ Pani Linda de Mol zaszła Tobie..... :-))

      Usuń
    4. Kochanie, upsss, przepraszam, zbyt poufale się odniosłem.
      Ja Lindy nie dotknąłem prócz podania ręki, i to się zdarzyło już dawno, podczas festu holenderskiego sera.
      A tak między nami,to nawet gdyby zaszła,to bym się wyparł! :o)))

      Nie publikuje moich zdjęć z łazęgostwa po świecie, uważam to za mało (jak dla mnie) potrzebne i trochę infantylne.Ja takiej potrzeby nie mam, ale nie neguje tego że ktoś chce to robić.
      Poza przypadkami w których znaleźć można ciekawe,nieznane teksty wnoszące coś więcej do tego co istnieje w opisach ma to większe uzasadnienie.

      Za większą sztukę uważam rodzaj wewnętrznej erystyki,rozmowa z samym sobą to poznawanie siebie i drzemiących wewnątrz mocy.Tutaj nie da się prawdy o sobie ukryć
      Pozdrawiam :o)

      Usuń
    5. Oczywiście, że żartowałam :-) z Lindą, ale to wiesz przecież.
      A co do zdjęć i słów..... to takie subiektywne. Każde przedstawianie się publiczne to też rozmowa z samym sobą. Tak uważam. Bo to konfrontacja. To, że palnę gdzieś banał to raczej mnie mobilizuje. Choc w moim wypadku - nie specjalnie chodzi mi o tekst. Chodzi mi o malowanie i emocje związane z tym. To samo mam ze zdjęciami. Nie robię ich dobrze, ale to są moje zdjęcia i zwiazane z nimi moje, jakies tam emocje. Czasem inspiruje mnie coś lub ktoś. Lub prowokuje. I, w zalezności od sytuacji, używam słowa, pędzla "of tablet". Rozmowa z samym sobą? tak dosłownie? Nie, to juz nie dla mnie. Skończyłam z tym jakieś półtora roku temu. "Upublicznienie" się dało mi kopa do życia....
      Rozgadałam się. Ale Ty mnie sprowokowałeś....kochanie (ups).
      Dodam tylko, żem zaszczycona Twoim mnie podgladaniem.

      Usuń
  12. Ależ... nie jestem, podglądaczem, chociaż kiedy trafiało mi się spojrzeć na coś co budzi emocje to głowy nie odwracałem i nie odgrywałem rolni pruderyjnego ciulasa(tak wyraża się mój znajomek ze Sląska).
    Ale jest coś co podniosę tutaj,bo mieści się w temacie. Zaprojektowałem sobie schody w domu nawiązujące do dobrej ciesiołki.Oba, nieco ażurowe biegi policzkowe i tylko podstopnice. Są idealne do utrzymania czystości ( a to już mój wrodzony zły nawyk), mają też tę zaletę, że tylko w domu zdarza mi się zadzierać nosa patrząc w górę kiedy dama idzie na piętro przodem..Taki to rozradzaj samowolnego podglądania, ale ja przecież mam tylko na uwadze to,żeby się damie nóżka nie omskła i nic poza tym. :o)))
    Proszę się nie szczycić czymś co ma wystające włosy z nosa i czasami niedomyte dłonie, co ma paskudny charakter - jak twierdzą ci którzy mnie nie akceptują, coś co ma niesprecyzowane zainteresowania bo trudno je rozdzielić na osobne działy.To coś nosi czasami w kieszeni pułapkę z chrząszczem wewnątrz i potrafi bezczelnie straszyć dziewczę że wrzuci takiego owada za gumkę.. :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, chrząszczami w kieszeni straszymy?!!! Się nie boję. Inna sprawa, żem z dziewczęcych strachów wyrosła dość dawno. Teraz straszą mnie rzeczy duże :-) i brzmiące inaczej :-).

      Usuń