Z Wałbrzycha dostarczona zostałam do Katowic. Tam ukulturalniłam się troszkę intelektualnymi rozmowami na bazie czerwonego wina. Spędziłam również dwa super dni z Kuzyneczką na rozmowach również intelektualnych, jak i wspomnieniowych, na bazie trunków różnorakich. Rozmowy odbywały się głównie w przepięknym ogrodzie, gdzie bujałam się na ławce z baldachimem :-).
 |
wybujana... |
Tutaj obyło się bez upadków. Mirusia dbała o mnie podsuwając co lepsze kąski (... nawet z parasolką i owockiem...). Z Katowic wraz z Żukiem Mateuszem, A-Dzikim oraz kotką Nasti, pojechaliśmy w Beskid Niski do Olchowca, czyli na naszą ukochaną Żukowszczyznę.
I tam zaczęły się prawdziwe wakacje.
Zakwaterowałam się u gospodarzy, jakiś kilometr dalej, którzy "przy okazji" kosili trawę na "włościach". I tu stał się cud. Wstałam rano z łóżka- prawie normalnie! Po dwóch miesiącach cierpienia. Bo takie TO Miejsce na świecie jest, gdzie stres umyka w niedostępne góry...
Włożyłam więc buty do chodzenia nawet po górach.
Wyłożyłam się zaraz za furtką... Z powodu nieprofesjonalnego zawiązania butów.
 |
Upadek nr.1 |
Usiadłam na drodze. Zawiązałam buty prawidłowo, chowając pętelki sznurówek by nie haczyły buta obok... Wstałam. Kuśtykając z innego powodu niż poprzednio, powolutku dotarłam do Włości.
Jeszcze tego samego dnia zwiedziłam miejsce pracy Żuka, gdzie trwają rekonstrukcje chat huculskich i różnych sprzętów drewnianych. Tam nakarmiliśmy przybłędnego/obłędnego psa i wróciliśmy "dyskoteką" do domku na górnej polanie.
 |
Zmierzam do stoliczka na "tarasie"... |
 |
"dyskoteka" czeka... |
 |
Lokalna sztuka w kantorze ;-) |
 |
Przyjezdna sztuka w kantorze (na stołku szefa) ;-) |
Wakacje trwały nieprzerwanie w ścisłym kontakcie z naturą.
Trwały przygotowania do imprezy. Sianokosy, sprzątanie terenu, odświeżanie biesiadnego stołu i ławek, organizowanie krzesełek, budowa ogniska na pieczonki i.t.d. Czyli zbliżała się Pierwsza Rocznica Ślubu, który odbył się rok temu w Starym Sadzie. A jako że fama o wydarzeniu rozniosła się od Dukli do granicy słowackiej, to na tę imprezę wybierało się pół wsi. Łącznie z byłym i aktualnym wójtem.
 |
Wspomnienie tamtego wydarzenia :-) |
 |
Żukowa Mama rok temu :-) |
Gdy jarzyny na pieczonki moczyły się w wielkim garze, a kotlety z karkówki w rewelacyjnej marynacie, a słońce urokliwie szło spać, wstąpiła w nas nadzieja, że jutro nie będzie lało i waliło piorunami. Bo przecież każdego ranka, gdy wdrapałam się na naszą górę, wołałam słońce...
 |
Zachodzik |
Pogoda 5 - 8 - 2023 dopisała.
Do południa wybrałam się "dobudkitelefonicznej" czyli na przeciwległą górkę. Gdy złapałam zasięg i chciałam usiąść na trawie - ups... Wylądowałam w rowie z gliniastą mazią i kamyczkami. Na twarz.
 |
Przed imprezą i w trakcie... |
Oczywiście, że wymyłam się. Przebrałam w zebrę czy inną pszczółkę maję. Zdążyłam tusz przed gośćmi ze wsi...Jak widać na "ilustracji" z prawej strony, impreza się udała...
Późniejsze detale pamiętam słabo. Bo to już starość i ... eklerka doskwiera ;-).
Krykloczki pochodzą oczywiście z "epokowegodzieła" p.t. Dziennik a nawet nocnik".
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobranoc