niedziela, 21 maja 2017

Jak Ikar

                                        Chciałam tylko wzlecieć z ziemi
                               Lecz nie myślałam, że słońce może zabić




Justynce

Przeczytałam kilka wierszy
I przyszła tęsknota
Za słowem i gestem
Które nigdy się nie zdarzyły

Przeczytałam kilka wierszy 
I przyszła wiedza
Że drogi zostały wybrane
A twarde są i z betonu

I cóż, trzeba iść
Nie patrząc w górę
Gdzie szybują ptaki
Przeczytałam kilka...


P.S. Powyższe słowa, jak i obrazek, to inspiracja tomikiem wierszy Justyny Otrzonsek (obecnie - Gorzkowicz), pod tytułem: JAK IKAR...

piątek, 12 maja 2017

Moje maleństwa wyfrunęły...

Wczoraj wieczorem moje ptaszki-rodzice urządziły sobie pogadankę. "Pyskowały" zawzięcie siedząc na, lub obok mojej przekwitłej już mini jabłonki. Dolatywały do budki z pisklakami, które zdawały się wrzeszczeń "bardziej dojrzale". Pomyślałam sobie, że coś się święci...




A kiedy o zmierzchu moje ptaszęta warowały na prętach do pnącej róży dyskutując zawzięcie - byłam pewna, że sytuacja staje się poważna...



A dziś od rana harmider ptasi oderwał mnie od "poczytałek".
Bo oto na moim balkonie odchodziła nauka fruwania... Rozczochrane maleństwa, (dwa z całą pewnością), stawiały pierwsze "kroki". Widziałam, jak drugi malec wyfrunął z chatki, poganiany przez rodzica. Ten pierwszy siedział za doniczką.
Nie przejmowały się specjalnie moją cichutką obecnością. Więc zrobiłam kilka ptasich "portretów".


Troszkę się schowałem...

Troszkę się czepiam...

Troszkę krzyczę na brata, który się czepia...

Pod okiem taty...

Chodzę i skaczę...

Muszka, cy co?...

Po drugiej stronie...

No, maluchy, do roboty!

Moja niezaprzeczalna uroda zwala z nóg!...
Ptasięta odskakiwały i odfruwały coraz dalej od barierki mojego tarasu. Zachęcane przez rodziców gwizdami i demonstracją manewrów. Cieszyłam się, że mogłam obserwować ich poczynania. Moje pierwsze osobiste ptaszki odleciały....Wydaje mi się, że słyszę je na pobliskim drzewie... Tak, tak to na pewno te moje... 
A dziś dodam: