piątek, 15 kwietnia 2016

Prawie na szkle "zmalowane"..

                          Mieszkam sobie nareszcie.
I żeby tradycji stało się zadość - umieściłam na szybie przy drzwiach wejściowych "dagmarczy znak firmowy", czyli zmalowanie na szybie. W tytule jest słowo <prawie>, bo technika odbiega od tej rasowej: na szkle malowane. Farbki wodne są, a szyba zbrojona....
Tym razem wzięło mnie na róże....






Przyszłam tu jak do siebie
Jak w progi znajome.
Z okna widzę chmury na niebie
Ręce trochę zmęczone....
lecz tyle wokół przestrzeni,
Dachy domów w tamtych ogrodach.
I wiem - już nie chcę nic zmienić...
Oddycham.
Ten dom, to dla mnie nagroda :-)






Już wkrótce spodziewam się, że zacznę spokojnie dopieszczać
i "ocieplać" to moje gniazdo na dachu :-). W głowie tłoczą się inspiracje a płótna do wykorzystania twórczego, nudzą się w nowej, otwartej pracowni.
Jeszcze kilka detali, które zmieniają się dość często..... Bo ogólny zarys jest, ale inspiracji jeszcze więcej....
Jeszcze siły nadwątlone zregenerować trochę, bo najwyraźniej nastąpiło zmęczenie materiału...... A przecież wiosna jest, czyż nie?
 Na moim tarasie na dachu też wiosennie. Uprawy jeszcze mizerne, ale zaczyna się organizować to i owo:






Mini jabłonka już prawie przekwitła i dostała w nagrodę bandę skalniaków. Po prawej ma pomidorki a po lewej różę, która prawdopodobnie nie przeżyła zimy i przeprowadzki... Jeszcze jej nie wyrzucam. W prostokątnej donicy od lewej: róża pienna, małe kuciupki w środku to przyszły, bujny chmiel, z prawej pnącze p. t.: Clematis "Warszawska Nike", (cha, kupiona tu, w Holendrowni!).


Kot pilnujący szczypiorku




A to stół roboczy, gdzie jest "warzywniak" ,(Gordyjka się na pewno uśmieje do łez), wiosenny koszyczek, szklana kula wyniesiona z domu, bo ma małe muszki, a po lewej blaszany kot z dziurą pod ogonem, (na świeczkę).
Zasiałam też jedną rabatkę różnymi kwiatkami, pokażę jak cóś wyrośnie....

P. S. Zdjęcia robione pod wieczór, nie wyszły dobrze, więc próbowałam je poprawić..... wiem, wiem, fatalne....






16 komentarzy:

  1. Drzwi masz cudowne! Jesteś jedyną na świecie właścicielką malowanych w kwiaty drzwi. Rewelacja:-)
    Ogród na dachu to też niezła atrakcja. Zazdroszczę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie jedyna jestem.... drzwi mojej "produkcji" ma też moja Siostra i moze ktos jeszcze.... :-) Ale dzięki za komplement :-)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozczuliłaś mnie ogromnie tym "warzywniakiem"...;o) Ale przypominam, że ja też zaczynałam od doniczki z pomidorami, więc pewnie i Twój ugór gdzieś w Kosmosie czeka na Twój pot, krew i łzy...;o)
    Drzwi mam malowane "w liściastość" i "w akwarium"...Liczy się ?? Mogę jeszcze dorzucić "okno" z różami...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywizda, że się liczy wszystko :-) Ja próbuję tylko moją przestrzeń zagospodarować... i być szczęśliwa....

      Usuń
  4. Sliczne te drzwi ...tez mam takie, aczkolwiek bez roz ....ale cholera wie czy nie "ukradne" pomysłu ☺

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdy Jose Parramon twierdził, że cienie należy malować błękitem, to mu nie wierzyłem. A przecież u Ciebie na balkonie sam błękit. ;)
    Ta róża na górze - przepiękna! Co nie znaczy, że ta na dole brzydka... No, ale na dole powinny być fiołki - tak przynajmniej jest w dziecięcej rymowance.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Che, che....efekt prawie zamierzony :-) A Jose Parramon ma jak najbardziej rację. Ja nigdy nie używam tez czerni w moim malowaniu :-) bo niebieski lub granatowy doskonale "cieniuje" i robi kontrast - jaką technika byś nie malował :)
      A fiołki? Może poprawię się przy następnym "zmalowaniu" :-))

      Usuń
    2. W zaufaniu - sam się o tym przekonałem swego czasu. Zwłaszcza, gdy maluje się krajobraz zimowy.
      Czerni używam tylko do malowania źrenic i fragmentów rzęs.

      Usuń
    3. Nitager, jesteś słodki :) masz tak jak ja (tyle, że pomijam żrenice, moje piwne mi wystarczają i świetnie wygladają z niebieskim):)
      Dziś delikatny błękit na powieki? :-)

      Usuń
    4. Piwne, to tęczówki. Źrenice są czarne, albo czerwone, jeśli błysnąć w nie ostrym światłem.
      I żebyśmy się dobrze zrozumieli - ja mówię o malowaniu portretów, których kilka w życiu udało mi się stworzyć, a nie malowaniu siebie!

      Usuń
    5. Pożartować nie można, cyco?
      (nawet w portretach używam granatowej).
      Tubki z czarną farbą z rególy mi wysychają jak mam w komplecie. Luzem w ogóle nie kupuję. Taka maniera....
      A wracając do makijażu: dawno temu, wraz z moim pierwszym mężem, czytalismy horoskop codzienny, (tak dla "szpasu"), i JEMU wyszło, ze tego dnia zalecany jest mu niebieski cień do powiek...:) No i teraz, nie wiedzieć dlaczemu, takie miałam skojarzenie....Czasem tak mam.....

      Usuń
  6. "Kiedy w ogrodzie zwiędły już najpiękniejsze kwiaty i chwasty wydają się być urocze." Sokrates.
    Pozdrawiam, ściskam i niezmiennie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  7. Do chwili rozpoczęcia czytania Twojego bloga już na wstępie pokochałam cię za Favikonę przy nicku, bo mnie urzekła. Potem z każdym nowym postem i kolejnym obrazem zakochiwałam się w Twoich pracach. Teraz kocham Cię również za nieużywanie czerni, bo ja jej nie znoszę, nieodmiennie kojarzy mi się ze śmiercią.

    OdpowiedzUsuń