środa, 16 grudnia 2015

C. d.: "Pół roku po wojnie"

Moje nowe lokum było nie tylko małe ale też brudne i zaniedbane. Poprzedni lokator wylądował w domu opieki z alzheimerem w kieszeni. Przez około 10 lat nie było tam nic robione. [W mieszkaniu - nie w kieszeni :-)]
Nie doszło do spokojnego wypicia herbaty.... Wojna na szpachle i ściery trwała. Zmieniła się lokalizacja i pakiet osób biorących udział....
Osoby:
- podstawowa ekipa remontowa: Michael i jego Koleś
- podstawowa ekipa czyszcząca ze spółdzielni: Pan X i Pan Y
- wspomagająca ekipa remontowa: Przyjaciel Marinus i jego  
   Autko oraz ja
- wspomagająca ekipa  czyszcząca: Siostra oraz ja.

W związku z tym, że mój dobytek musiał się zmieścić na nowym, zapewniając jednocześnie możliwość odtłuszczania, odnikotynowania, malowania i.t.p.- na pierwszy ogień wojenny poszła sypialnia, gdzie były składowane paczki, drobne meble i szafa w częściach. A więc ścisk.
Akcja szybko przeniosła się do salonu. Pomarańczowy sufit został pięknie zamalowany. Michael wycinał hołupce na dwóch swoich drabinach. Panowie X i Y czyścili okna, ramy i szafki w kuchni. Koleś naprawiał kafle w podłodze. Wszystko wydawało się być pod kontrolą.....



remont

Gdy przywieźli mi prosto ze sklepu moje nowe łóżko....
Gdzie je wstawić? Oczywiście do sypialni. Póki co - pionowo, a później się zobaczy. 
Późnym popołudniem, gdy ekipy czyszcząca i wspomagające zakończyły swoją "dniówkę", stwierdziłam, że muszę mieć jakieś miejsce do spania. Na Dmuchańca nie było szans. Więc postanowiłam zmontować samodzielnie moje nowe łóżko. W sypialni oczywiście. Udało mi się wygospodarować miejsce na mój "spring materac". Biorę się za niego, gdy słyszę za plecami charakterystyczny dla rozwalających się desek odgłos. To była moja szafa w częściach. Nagle poczułam się szczupła i płaska, bowiem "wsysłam się" w miękką część łóżka. Jednocześnie uginając nogę i trafiając nią na krzesło - zablokowałam walące się na mnie deski....



prawie spłaszczona...


Serce mi się też zablokowało na chwilę. Noga zaczęła cierpnąć. Ale ja zawzięłam się. Nie, nie zawołam o pomoc. Wysunęłam się szybko z potrzasku, pozwalając "szafie" zająć miejsce mojej głowy... Przykucnęłam na jakiejś paczce, złapałam oddech, pomyślałam i..... złożyłam moje łóżko!
Chłopaki pracowali obok w milczeniu, umilając sobie pracę skoczną muzyczką z radyjka.....
Tej nocy spałam w moim, coraz bardziej ładnym gniazdku, na nowym łóżku. .....Wciśniętym w małą lukę pomiędzy.... wszystko inne.
Przyszedł dzień następny remontów. Gniazdko zaczęło wyglądać. Przywieźli moje nowe-stare biurko. Stanęło w przedpokoju. Póki co. Z sypialni "wyszły" szafki łazienkowe i te do mojej norki-pracowni. Zostały paczki, paki, biblioteka, komoda i jakieś szafki do powieszenia.....no i oczywiście moja szafa "w proszku"..... W domu tylko ja i Michael. Koleś wybył, bo czegoś mu brakło. Michael zajęty precyzyjną robotą: rurki, ramy okienne, drzwi. Dwukrotnie.
Więc ja myślę sobie: złożyłam sama łóżko, poprzeciągałam sama wieczorową porą różne szafki - co to dla mnie jedna szafa.
  Zrobiłam sobie miejsce pod szafę, wiertarka-wkrętarka w dłoń - i do roboty. 
Zapewniam Was: nie da się jednoosobowo złożyć trzydrzwiowej szafy, robionej w czasach, gdy meble wykonywane były z drewna....Efekt mojego "chcenia" był prawie tragiczny.....Byłam już prawie, prawie.....Poległam na "dachu" szafy z gzymsem.


...śmierć mam w oczach....


Moje zduszone wysiłkiem: "help me" - nie odniosło sukcesu.
Wrzasnęłam więc: Michaaaeeeel!!!!!!
Przyszedł. Nie wiem dlaczego najpierw obśmiał się jak norka. Docenił jednak powagę sytuacji i w pięć minut wszystko było na swoim miejscu. Mogłam już spokojnie dośróbkowywać. 

A oto wyżej wspomniana szafa aktualnie. Zaznaczam, że drzwi montowałam samodzielnie, gdy już wszystkie ekipy wyniosły się z mojego gniazdka.






Wyobraźcie sobie, że ja, kobieta z przeszłością i po przejściach, "zmieściłam się" w skromnej, trzydrzwiowej szafie.....



w/wsp. łózko


biblioteczka wpasowana we wnękę niepotrzebnych drzwi

A teraz mogę nareszcie pić spokojnie herbatę w "moim pokoju nad światem". :-))))

P.S. A ręcę zaczęły mnie boleć dopiero po dwóch miesiącach.
        Adrenalina, "cyco"?



                                                                                            

21 komentarzy:

  1. Ten taniec z szafą, przytoczony na obrazku, to jakiś taki holenderski, tradycyjny, ludowy? Bo nie znam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwijmy go ciepło (ten taniec): PRZYTUPIEC DAGMARCZY :-)

      Usuń
  2. O matko...
    Ja mam tak samo.
    I też mieszczę się w trzyczęściowej szafie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Historyjka śliczna ale najśliczniejsze kreskowe ilustracje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz - niby w tym wszystkim uczestniczyłam mniej więcej ale jakby to powiedzieć - od tej Twojej przeprowadzki nabrałam niesłychanego respektu dla Twoich umiejętności. I nasunęła mi się refleksja skromna - adrenalina może wszystko...I to nie ja jestem baba z jajami a Ty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostra, no co Ty.... jam delikatna i słaba kobitka... No, może małe jajeczka czasem dla ozdoby zawieszam :-))

      Usuń
  5. Przytupiec Dagmarczy to jest to...:))

    OdpowiedzUsuń
  6. A co Wy z Jo macie z tymi szafami - ja mam skromną szafe dwudrzwiową i też się mieszcze!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz "hok-kamernik" z wieszakiem na futra! A my nie....

      Usuń
  7. Najważniejsze, że w "pojedynku" z szafą wygrałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :-) I nawet mogę klikać :-)

      Usuń
  8. jaka sliczna ta szafa (wcale nie mala) i ta na ksiazki tez ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama (tymi ręcami), skrobałam, malowałam i znowu skrobałam :-)

      Usuń
  9. Ty po prostu rysuj nam komiksy! !!!!!
    Dzielna jesteś niesłychanie..ja bym chyba się nie podjęła skręcania szafy samodzielnie...no ....chyba nie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak wiesz uwielbiam takie klimaty przeprowadzkowo-remontowe !! Ileż talentów człek w sobie odkrywa...;o)
    Od dzisiaj masz wszystkie wpisy blogowe dokumentować obrazkowo !! ;o)

    OdpowiedzUsuń