niedziela, 26 lipca 2015

Żeby nie było, że mnie nie ma......

Jestem obecna, ale....
Ale mam jeszcze wakacje. Wróciłam z wakacji w wakacje... :)
Zbieram inspiracje, których nie mam czasu, póki co, "wymalować", ponieważ bywam tu i ówdzie :) Rozkoszuję się doznawaniem i poznawaniem. Czekają również na realizację: trzecie drzwi do szafy w sypialni, lampa-czytałka nad łóżkiem, obrazki do powieszenia i parę drobiazgów, które opracowane są w głowie detalicznie. Najpoważniejsze jednak w oczekiwaniu są moje zobowiązania, do których przymierzałam się już kilkakrotnie robiąc szkice i wyciągając farby. Tu przepraszam za opieszałość JO i Gordyjkę....
Wyemigrowałam do Niderlandii ze Śląska i Zagłębia, gdzie spędziłam większość mojego "polskiego" życia. Ale urodziłam się w Zakopanym gdzie nie byłam jakieś 20 lat... Myślałam, miałam takie momenty w ostatnich trzech latach, że już nigdy nie zobaczę moich ukochanych gór. Zobaczyłam. Tym razem byłam tam. Przygotowałam się solidnie do tej wizyty. I nie tylko tym, że kupiłam sobie profesjonalne buty do chodzenia i profesjonalne skarpetki do nich. Zebrałam również informacje dotyczące komercyjności Zakopanego i tego co się z nim stało.
Do Krupówek (na Krupówki?) w ogóle nie zeszłam, widząc przez lornetkę z mojej bazy wypadowej (Gubałówka-Ząb) łeb koło łba i ciałka typu sardynki w puszce....
Na Gubałówkę-Jarmark (nie da się tego inaczej ująć), miałam jakieś 2km drogą oficjalną. Z ludźmi i samochodami czasem... Nie, Dagmarka tak nie chce. Dagmarka sama chce i inaczej.
Zeszłam więc do Zakopanego tajemną ścieżką za obejściem państwa Stoch, u których przebywałam, (to nie ci Stochowie..).

Po lewej, za obrazkiem jest ścieżka

Doszłam do ulicy Kościeliskiej i do Muzeum Zakopiańskiej Sztuki Drewnianej. Tam była sobie mapa, z której jasno mi wynikało, że wejdę sobie jakąś ścieżką mało uczęszczaną, trochę z drugiej strony...

muzeum

Ścieżka okazała się w ogóle nie uczęszczana... Najpierw była kamienista, później polna, a później znikła mi w trawie po pas... Na dole był upał jakieś 37 stopni. Na polanie gdzie się znalazłam - na pewno 40. od skwaru i zmęczenia zrobiło mi się niedobrze. I co teraz? Jestem tuż, tuż....tyle, że do celu, (na wyciągnięcie reki), dzieli mnie jakieś ostro zalesione urwisko, takież znajduje się z boku, gdzie po drugiej stronie widzę łażące, kolorowe mrówki. I kolejkę.
Na "mojej" osiągniętej polanie dogotowuję się na miękko. A raczej na "pulpapę". 
I nagle widzę, jest daszek! Przedzieram się przez trawę mając w nosie ostrzeżenia przed kleszczami. Docieram i siadam na pieńku. Życie ratują mi dwie soczyste gruszki i pół kilo czereśni z plecaka. Robię siusiu za słupkiem. Skarpetki profesjonalne suszą się na butach. Ostatnia czereśnia i strategia jest jasna jak to.... w mordę jeża, słońce! Trzeba zejść z powrotem....

ja po "zmartwychwstaniu"

dochodzą

Zeszłam. Doszłam do oficjalnej ścieżki i ..... wjechałam kolejką...Wstyd mi, naprawdę, ale nie miałam siły na następne podejście.

cel osiągnięty, tak czy tak...

Zaliczyłam jeszcze tylko moje dwa kilometry do domu, oraz jeszcze jakiś kilometr do sklepu "ze wszystkim" w Ząbie, bo należało zrewanżować się gospodarzom za poprzedni wieczór...

dotarłam...


Nie jestem wysokogórską kozicą więc wybrałam się dnia trzeciego do Doliny Chochołowskiej, gdzie osiągnęłam schronisko, w którym zaliczyłam flaczki. Dobre były.
Oto kilka zdjęć z trasy.







jamnik wysokogórski plątający się przy schronisku


Dnia czwartego żegnałam się z górami, a one pożegnały mnie "pogodą pod psem"...

to było jeszcze z wieczora , widok z mojego okna








 Zanim doszłam do przystanku to byłam mokra do majtek pomimo kurtki...."za dupę". Ale późnym wieczorem byłam wyschnięta w Katowicach. I szczęśliwa. Tam nastąpiły kolejne "spotkania na szczycie", ale to już inna historia..... :)










25 komentarzy:

  1. Jesteś, jesteś ... no widać, że jesteś. :)
    Ale Zakopane i Katowice? To też kiedyś była moja trasa ... dziewczyna w Katowicach, rozrywka w Zakopanem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, a ja mam inaczej : syn mieszka w Katowicach, a w Zakopanym byłam z miłości do :)
      Pozdrawiam również

      Usuń
  2. Piszesz o flaczkach a na zdjęciu piwo z patyczkiem i kiełbacha:)))
    Na zdjęciu skarpetek doszukuję się czterolistnej koniczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Flaczki były w Chochołowskiej, piwo samotne w jedynej knajpce w mojej wsi Ząb, a piwo i kiełbaska na Gubałówce pod masztem :)). Koniczyna może się i zaplątała jak brnełąm przez trawy. Ale czy czterolistna?....

      Usuń
  3. Przy jamniku wysokogórskim popłakałam się ze śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toć śmiech to zdrowie, ale żeby płakać?:)))

      Usuń
  4. pięknie odwiedziłaś góry Maradag, ja jestem zachwycona zdjęciami, a górami jestem tak w ogóle zachwycona,hej...:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Klik dobry:)
    Bywałam w Zębie u państwa Stochów na zimowiskach.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, u TYCH Stochów :)
      Serdecznie rownież

      Usuń
    2. Nie wiem, u których, bo tam prawie w co drugim domu byli Stochowie.

      Usuń
  6. Wchodzę, czytam, a tu mnie przepraszają...:o) Ło Matko i Córko...
    Szkoda, że na tej trasie nie zrobiłaś międzylądowania w Zaścianku :o(, ale może następnym razem się uda...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, harmonogram ostro napięty, ale spróbuję sie poprawić następnym razem :)

      Usuń
  7. Góry to ja lubię...na zdjęciach oglądać.Na żadne wspinaczki się bym już raczej nie wybrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Stało się cos dziwnego z moim lapkiem przez moment (2dni...) i dlatego to powyżej.....
      A ja chciałam tylko skomentowac, że taka wysokopienna to ja też nie jestem, ale musiałam trochę po tych kamyczkać połazić :). I to naprawdę dziwne, bo na czwarte piętro secesyjnej kamienicy w Katowicach dostawałam zadyszki a tam prawie nie....tylko prawie udaru słonecznego :)

      Usuń
  8. Bardzo przepraszam za najście!

    Ja w sprawie kurtki poza De.
    Nie wytrzymałem... powiem że;
    Po kostki kurtka zbyt długa
    Najlepsza kiedy szaruga.

    Bo nic gorszego gdy dmucha
    Ponad kostki zawierucha
    Sąsiadki obie; De i De
    Zgodnie wołają; Nie ! Nie ! Nie!

    Lepsza bezwietrzna pogoda
    Nam taka potrzebna zgoda
    Łatwiej spojrzeć jest nam na świat
    Gdzie słońce gdzie trawa gdzie kwiat

    Przepraszam, tak mam, nie umiem się powstrzymać od żartu.
    To jednorazowe najście jest spowodowane przeglądem Internetu związanym z moim Nickiem.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoj, nachodż mnie nachodż ile wlezie. Nie mam nic przeciwko :) Wiecej powiem: serdecznie zapraszam :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ja i mój cień,,

      Jestem bez winy, to piwo
      Zapachniało mi,o dziwo
      Na kamienistym podłożu
      Jak świeża bryza przy morzu

      Pani ponosi tu winę !
      Spojrzałem tu na dziewczynę
      W mokrych matusiach na sobie
      Więc pomyślałem że zrobię -

      Lekką zadymę wraz z wiatrem
      Wysuszę co trzeba, zatrę
      Ślad wszelki po sobie z cieniem
      Jak niewidzialny.. z imieniem
      :o)

      A jeśli spotkasz Lindę ( de M ) , nie mów że tu zawitałem, bo tak mi serce oplotła, że ledwo z Holandii zwiałem.
      :o)
      Co do zaproszenia, jeśli coś mnie zainteresuje to zdarza się że ne trzymam się fałszywej netykiety, zdejmuję drewniaki i wchodzę.
      Nie obiecuję... :o)

      Usuń

  9. Łoj łoj łoj
    szedłem sobie na szagę
    po piwie,
    po jednym? ups, po czterech.

    Stój! Stój! Stój!
    gdzie tu się plączesz capie
    po niwie?!
    wrzeszczy w ucho wiaterek.

    Oj tam oj!
    wiesz o tym dobrze wietrze
    po pierwsze
    że napił bym się jeszcze.

    Po drugie
    że po ósmym mam w czubie
    po trzecie
    bo lubię więc nie przeczę

    że błądzić nie jest grzechem
    gdy zamienisz to w uciechę.
    :o)





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no, aleæ to piwko posmakowało! Rozumiem - w górach smakuje wybornie!

      Usuń
    2. W Niderlandach tez smakuje, a przecież to depresja.
      Już to zauważył Gal Anonim, to znaczy zauważył że tam warzą niezłe piwo.
      Zauważył o wiele więcej, ale byłoby to nie na temat, wiec nie wspomnę o tym.

      Usuń
    3. Już ty mi o depresjach nie nawijaj......ledwom wyszła z osobistej....
      Ale ogólnie jest fajnie. Masz rację: znakomite piwo , sery, drewniaki, wiatraki, tulipany, rowery i ....Linda de Mol :0
      Oczywiście wiele więcej bo to ładny, zadbany kraj. A ludzie...no cóż, jak wszędzie :)
      Pozdrawiam z Holendrowni

      Usuń
    4. Linda mnie urzekła wiele lat temu. Zwłaszcza kiedy ubierała regionalny strój.Ale mąż (producent TV) pilnie strzegł skarbu.
      Chodaki (żółte) mam na pamiątkę,wiszą na kołku.
      No, na strychu - wyjaśniam, żeby nie było to-tamto i aż tyle.
      Na serio są tam wiatraki? Widać sporo zboża zbierają. :o))
      Tulipany, też mam..
      Najbardziej "podniecające" są tam pewnego rodzaju specyficzne szlifiernie
      - uważam,że z najlepszymi specjalistami.

      Coraz bliżej nam do zimy, pewnie kanały będą jak zwykle najlepszymi torami panczenistów, gdybym był młodszy zdjąłbym łyżwy ( też z kołka) i szurnął bym gdzieś tam..

      Usuń